Tagine Streetfood Bar – Recenzja

przez Ewa

NIESTETY Z DNIEM 11.07.19 TAGINE ZOSTAŁO ZAMKNIĘTE ;(

Na wstępie przyznam szczerze, że kuchnia marokańska do tej pory była mi zupełnie obca.

Oprócz tego, że wiedziałam o jej istnieniu, nie miałam okazji jej spróbować. Być może przyczynia się do tego fakt, że nie ma zbyt wielu restauracji marokańskich w Warszawie. Właściwie jak się nad tym zastanawiam, potrafiłam do tej pory wymienić tylko jedną.

WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO, KIEDY...

Kiedy dowiedziałam się o otwarciu Tagine Streetfood Bar. Tym bardziej, że za tym projektem stoją ludzie, którzy mają już doświadczenie we wprowadzaniu orientalnych smaków na warszawski rynek. Właściciele takich knajp jak Miss Kimchi (recenzja tutaj) oraz Korea Town Rest (i tutaj) tym razem postawili zupełnie inny geograficzny i kulinarny kierunek. Z linków dowiecie się, że w przypadku poprzednich lokali udało im się to znakomicie, a ja od samego początku spodziewałam się że tym razem będzie równie profesjonalnie.

Zanim zacznę opisywać Wam co jadłam warto zwrócić uwagę jak bogata i zróżnicowana jest historia i kultura tego kraju. Dość burzliwe losy sprawiły, że w tej chwili jest on mieszanką wielu kultur, co przekłada się na kuchnię. Co prawda dominują tu mocno wpływy arabskie ale wyczuć można wpływy z innych krajów basenu Morza Śródziemnego.  Dlatego wśród dań pojawiają się oliwki, świeże warzywa czy cytrusy. Połączenie tego co dobre z różnych stron daje naprawdę smaczny efekt.

Maski marokańskie

Maski marokańskie

Tagine Streetfood Bar mieści się przy ulicy Oboźnej 9, zaraz obok Uniwersytetu Warszawskiego. Wchodząc do lokalu widzimy sporo nawiązań do kultury marokańskiej, jednak całość urządzona jest z gustem i nadmiar ozdób nie przytłacza, a jedynie podkreśla kulturę kraju. Wśród rzeczy, które przyciągają uwagę są między innymi kafelki w stylu marokańskim oraz tradycyjne marokańskie maski.

OGÓLNA ATMOSFERA ZACHĘCAŁA DO POSIŁKU

Udało nam się przekrojowo spróbować potraw, które będą oferowane w knajpie. Ze względu na nasze niewielkie doświadczenie chciałyśmy poznać jak najwięcej. Trudno oceniać nową kuchnię próbując tylko jedno lub dwa dania. Do sprawy podeszłyśmy kompleksowo. Z ciekawostek, jakimi podzielił się z nami Paweł Łapiński, właściciel knajpy, to fakt, że w Maroko przystawki podawane są jednocześnie z daniami głównymi. Całość posiłków i ich forma podania skłania do dzielenia się nawzajem przy stole. Tak też i nam podano potrawy.

NA STOLE POJAWIŁY SIĘ TAGINY

Na stole pojawiły się taginy, tapasy, zupa i jagnięcina. Wszystko serwowane w pięknych kolorowych naczyniach. Zacznijmy od chyba najbardziej popularnego dania, które jednocześnie jest nazwą knajpy czyli Tagine. Nazwa pochodzi od glinianego, stożkowatego naczynia w jakim potrawa jest przyrządzana. W skład taginów wchodzą przede wszystkim mięsa duszone z warzywami, w różnych odsłonach. Może pojawić się zarówno wołowina, kurczak, baranina czy jagnięcina. Również sosy są zróżnicowane, choć zawsze aromatyczne i często słodkie. My otrzymaliśmy dwie wersje tego dania.

Pierwsze z nich Kefty wołowo – jagnięce w sosie pomidorowym z jajkiem (34 zł). Wyglądem przypominały szakszukę. Danie było mocno pomidorowe, z wbitym w środek jajkiem i kulkami mięsnymi. Bardzo gorące, przy tym pożywne i pachniało nieziemsko. Drugi Tagin, w innej odsłonie to Wołowina z morelami ( 34 zł). Tak jak i w poprzedniej wersji mięso było przyrządzone w punkt, a słodki sos morelowy idealnie się z nim komponował.

Tagine Kefty wołowo – jagnięce w sosie pomidorowym z jajkiem

NIEDOSOLONE? SKĄDŻE ZNOWU!

Jak wspomniałam, większość dań marokańskich jest słodkich i aromatycznych. Znajdziemy w nich wiele przypraw, ale co ciekawe - nie sól. Marokańczycy raczej stronią od tej przyprawy, zastępując ją innymi. Na pierwszy smak rzeczywiście jest to wyczuwalne. Od razu można sobie pomyśleć – "To danie jest jakieś takie niedosolone". Ale co najciekawsze przy następnym kęsie i kolejnych zaczynamy doceniać to, że z potrawy wydobyty został ten prawdziwy smak, nie zamaskowany i zgubiony gdzieś w soli.

Do innych równie popularnych dań marokańskich zalicza się smaczną i pożywną zupę harirę. Jej nazwa pochodzi od słowa „gorąca”. Jak nazwa wskazuje, jest bardzo rozgrzewająca i szybko stawia na nogi. Taki właśnie ma cel, zwłaszcza, że jest to danie spożywane głownie po całodziennym poście w czasie ramadanu. I tu, ze względów religijnych i kulturowych harira ma wiele odsłon. Począwszy od bardzo ubogiej wersji postnej, która w skrajnych przypadkach nie ma nawet mięsa, po właśnie pokaźne danie przy obfitym posiłku. Wtedy jest bogata w mięso, ciecierzycę, soczewicę i warzywa. Wszystko to gotowane w pełnym odurzających zapachów bulionie z mnóstwem przypraw.Całe szczęście ta podawana przez Tagine Streetfood Bar, Harira z wołowiną, ciecierzycą i kulkami mięsnymi (25 zł) jest naprawdę bogata i pyszna.

Harira

Wśród dań głównych pojawiło się jeszcze jedno proste danie, które przykuło moją i Anety uwagę. Były to kotleciki jagnięce z kością ( 39 zł). Choć danie było bardzo proste, bez żadnych dodatków ani nadmiaru przypraw to muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych jagnięcin jakie jadłam. Mięso miękkie, soczyste i pełne smaku broniło się samo w sobie.

MAROKAŃSKIE DODATKI

Oprócz pysznych dań głównych w między czasie podjadałyśmy przeróżne drobne przystawki. Podawane na zasadzie dodatków w małych naczyniach. Tagine oferuje naprawdę bogatą przekrój przekąsek, więc każdy może znaleźć coś dla siebie. I chociaż większość przystawek bazowało na ciecierzycy w różnych postaciach, soczewicy i warzywach, to każda z nich miała swój oryginalny smak. Co mi zasmakowało i zaskoczyło najbardziej to fasola biała w sosie pomidorowym z kardamonem. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego połączenia smaków, a tym bardziej nie spodziewałam się, że aż tak mi to zasmakuje.

Wśród innych przystawek pojawił się hummus, warzywa w sosie, cicierzyca z kolendrą, ryż z rodzynkami czy oliwki w pikantnej zalewie.

Stół pełen pyszności

Po tej wizycie już wiem, że kuchnia marokańska ma naprawdę wiele do zaoferowania. A ta serwowana przez Tagine, bazuje na naprawdę świetnej jakości mięsach, jest bogata w przyprawy i kolorowa.

Dziękujemy również Pawłowi, który oprócz pysznego jedzenia opowiedział nam więcej o kulturze Maroka i ich kuchni. Dzięki temu jesteśmy jeszcze bardziej pod wrażeniem jego pasji i ogromu pracy włożonej w prowadzenie tej i innych restauracji. Trzymamy kciuki i wierzymy, że tak jak my, inni również zasmakują w Maroku.

Tagine Street Food

Oboźna 9, Warszawa

Przeczytaj również

2 komentarze

Paulina 3 kwietnia 2019 - 23:34

Byłam w Maroko zaledwie 1,5 roku temu, jadłam w wielu miejscach, zarówno restauracjach, domach lokalnych mieszkańców, jak i chatkach przy pustyni, i muszę powiedzieć, że w żadnym z tych miejsc nie dostałam przystawek podanych razem z daniem głownym. :)

Reply
Ewa 4 kwietnia 2019 - 12:31

Paulina, dzięki za komentarz. Chyba po prostu muszę pojechać tam kiedyś i zagłębić się w ten temat ;) Być może działa to na takiej samej zasadzie jak banchany i mezze, które zamówić można zarówno osobno jako przystawki ale bardzo często też, podawane są jako dodatki do dań głównych. Może to też kwestia regionu albo mocne wpływy arabskie jakie można dostrzec w tej kuchni? Tak czy siak zaciekawiłaś mnie. Ewa :)

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej