Recenzja Mezze

przez Kuba

MEZZE - Z OCHOTĄ NA HUMMUS

Kiedy siadacie w domu i myślicie sobie – „coś bym zjadł(a)”. Co pierwsze Wam przychodzi do głowy?

Mi najczęściej jakieś mięso, ostatnio trochę azjatycko, często ramen. Hummus raczej rzadko. Zatem,

CO JA TUTAJ ROBIĘ?

Mezze - talerz mezze

Talerz Mezze

Odczarowuję w sobie kuchnię arabską, która często kojarzy mi się z dużą liczbą miseczek różnych wariacji hummusu. W dodatku wegetariańską jej wersję gdzie nie pozachwycam się delikatną pieczoną jagnięciną. Za to dostanę parę mniej zachęcających falafeli.

Czy jestem stronniczy? Na pewno. Czy przyszedłem do Mezze uprzedzony? Owszem, chociaż jest to miejsce chyba najczęściej polecane wegetarianom na wszelakich grupach poświęconych gastronomii w Warszawie.

Zacząłem ten tekst w taki sposób specjalnie dla tych, którzy do tej pory myślą podobnie jak ja myślałem. Może w ten sposób bardziej ich wciągnie. Mnie na to wyjście namówiła Aneta, która przez ostatnie tygodnie miała właśnie smak na coś bliskowschodniego, a Mezze było na liście „to-do” od jakiegoś czasu.

Lokal to jest dość niepozorny, bo w wolno stojącym blaszaku na małym skwerku. Za to konkurencję wokół ma naprawdę sporą i to z każdej gałęzi gastronomii. Czy to lody, burgery, tajskie czy parę innych.

CZY MEZZE DAŁO RADĘ?

Mezze

Wszystkie nasze miseczki i talerze

Wchodzimy bez rezerwacji, w niedzielę w godzinie obiadowej – w środku tłumy. Stolików wolnych nie ma, a z baru zachęcająco pachnie gorącą pitą. Tą samą pitą, w różnym tempie, przy stolikach zgarniane są z miseczek kolorowe pasty. Przegryzane warzywami, oliwkami, gdzieniegdzie paruje gorąca patelnie z szakszuką.

Zrobiłem się głodny i niezwykle rozochocony prostą barową atmosferą miejsca. Zamówienia i odbiory przy barze, samoobsługa przy nalewaniu lemoniady. A duże słoiki z kiszonkami to już zawsze i wszędzie na mnie działają pozytywnie.

Zamawiamy dwa zestawy. Pierwszy to Mezze (27pln) w skład którego wchodzi hummus, baba ghanoush (pasta z pieczonego bakłażana), labneh – czyli „ser” robiony z odcedzanego z serwatki jogurtu, zielony hummus z bobem, świeże i kiszone warzywka oraz pita.

Drugi, żeby wprowadzić trochę różnorodności, to talerz arabski (26 pln) który dodatkowo ma falafelki sztuk cztery, opiekanego bakłażana, pomidorki, zwykły hummus, tahinę z dodatkowym ostrym sosem i również baba ghanoush.

Mezze - talerz arabski

Talerz arabski

Dużo? Nie wspomniałem jeszcze że oba dania miały oliwki i sałatkę Tabbouleh z cebulą, pomidorem, kaszą kuskus, miętą i natką pietruszki. Mnóstwo smaków na jednym talerzu i to tak różnych od siebie. To moja największa obawa, że można się zamęczyć jedząc sam hummus. Tutaj jednak przegryzamy różne pasty warzywami, oliwkami, dodatkami, a jednocześnie wszystkie smakują tak cudownie różnie od siebie, że ciągle chce się więcej. Naszymi faworytami tego wyjścia był fenomenalnie przypieczony bakłażan i baba ghanoush.

MEZZE NIE TYLKO DAŁO RADĘ ALE I POKONAŁO

Przyzwyczajeni do statystycznego stosunku cena/wielkość podawanego w stolicy myśleliśmy zamówić przynajmniej ze trzy pozycje. Byłoby to straszne marnotrawstwo, bo nie daliśmy rady zmęczyć już podstawowych dwóch talerzy które zamówiliśmy. Porcje naprawdę solidne, a rodzaj jedzenia zdecydowanie z tych zapychających. Całe szczęście w cenie złotówki za sztukę można zamówić pudełka i spakować te dobroci do domu. Nie zdążyłem nawet napisać czegokolwiek o tych falafelach. Ale co ja tu mogę mądrego dodać – chrupkie z zewnątrz, miękkie w środku. Zupełnie jak moje gastro-serce po tej szybkiej wizycie w Mezze.

Czy będę wracać? Tylko w porządnej ekipie, żeby to jedzenie wyczyścić na raz, bo z przejedzenia nawet nie spróbowaliśmy deserów, a wyglądały naprawdę nieźle. Polecamy gorąco!

Mezze, Różana 1, Warszawa

 

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej