Gdzie zjeść w Chiang Mai?

przez Kuba

Oprócz Bangkoku, o którym było w poprzednim wpisie (link TUTAJ), zwiedziliśmy i przejedliśmy się przez jeszcze jeden region Tajlandii o którym obowiązkowo musimy opowiedzieć. Całkiem możliwe, że jest jeszcze lepiej niż w stolicy, bo gdy wspominamy sobie dni na urlopie to zadziwiająca większość pochodzi właśnie stąd. A zatem

CO POWINNIENEŚ WIEDZIEĆ O REGIONIE CHIANG MAI?

Jest tu zdecydowanie „lżejsze” powietrze niż w stolicy. Większe przestrzenie, świeże powietrze zachodzące górskim klimatem i niższa zabudowa. Upały tak nie doskwierają i chce się więcej jeść :) Chiang Mai to w dosłownym tłumaczeniu „nowe miasto” i dawna stolica królestwa Lanna, które znajdowało się w tym regionie. Był to też punkt zapalny i teren nieustannych walk pomiędzy Tajlandią (dawnym Syjamem) a Birmą.

Przyjeżdżając tutaj nastaw się bardziej na zwiedzanie natury – m.in parku Doi Inthanon lub jednego z wielu sanktuarium słoni. Polecamy się z tymi największymi ssakami zapoznać i zaprzyjaźnić, niesamowite wrażenia które na długo nam zapadną w pamięci. Jesteśmy też po stronie tych turystów, którzy na słoniach nie jeżdżą, co polecamy dalej. Przeglądając broszury i sprawdzając miejsca w internecie przyglądaj się uważnie jak są traktowane i trzymane w danym sanktuarium. Poniżej parę fotek na zachętę!

W samym mieście nie dzieje się bardzo dużo, głównie hotele z bazami wypadowymi po atrakcjach regionu, knajpki, bary i salony z masażem. W niedzielę popołudniu główna ulica przecinająca starówkę - Rachadamnoen zamienia się w uliczny bazar. Ceny podobne do tych w Bangkoku i chociaż kupicie tu równie dużo pamiątek to nie targują się aż tak chętnie.

NAJSŁAWNIEJSZA ZUPA – KHAO SOI

Khao Soi Mae Manee

Możliwe że przez swoją spuściznę historyczną północ jest tak różna od stolicy.  Nie tylko w klimacie ale również w ludziach, a przede wszystkim - w jedzeniu. Najciekawszym i najbardziej charakterystycznym dla regionu Chiang Mai daniem jest Khao Soi – głównie przez zastosowanie dwóch różnie przygotowanych makaronów jajecznych - jeden z nich jest prażony/podsmażany (słyszeliśmy o obu sposobach obróbki), drugi standardowo podany się w bulionie. Zupa ta, O konsystencji podobnej do gulaszu jest mniej lub bardziej (raczej mniej) zabielana mlekiem kokosowym. W wersjach z kurczakiem, wieprzowiną (również podrobami) i wołowiną. Pożywna, ciężkawa i zapychająca o wyraźnym smaku i dość ostra.

Khao Soi Khun Yai

Jak wspomniałem, zjedliśmy w paru miejscach, a z tych do polecenia to: Khao Soi Khun Yai (w obrębie starówki, zaraz przy głównym północnym moście – mapę umieszczamy pod tekstem) i Khao Soi Mae Manee daleko na północ poza główną starówką. Dojazd taxi ok. 100baht/12 pln ale jakże warto się wybrać i spróbować! Khao Soi od niedawna zjecie również w Warszawie – podaje je restauracja Yathai którą odwiedziliśmy (recenzja tutaj) i od której mieliśmy polecenie Mae Manee.

GDZIE (JESZCZE) ZJEŚĆ W CHIANG MAI?

Absolutną perełką wśród miejsc do jedzenia, okazała się inna restauracja, również parę minut poza starówką –Khrua Achan Saiyut Restaurant. Znaleźliśmy ją dzięki kanałowi YouTube Marka Wiensa (foodie mieszkający w Azji - polecamy!). Podają tradycyjną i bardzo ładnie ozdobioną kuchnię tajską. Byliśmy tu dwa razy i nie ma dania którego nie polecamy. Czy będzie to ryba, curry, zupa na bazie galangalu, pad thai, som tam lub inne sałatki. Nastawcie się na dużo jedzenia i KONIECZNIE zamówcie każdy rodzaj pierożków z kategorii 'appetizers/przystawki' - są piękne i smaczne, zdjęcia niżej! Spójrzcie tylko na te niebieskie różyczyki oblane mlekiem kokosowym <3

Przystawki

Co ciekawe, mimo fachowej obsługi, knajpa sprawia pierwsze wrażenie raczej "nieprzyjaznej". Kelnerzy szybko przynoszą dania, równie szybko po nich sprzątają, a rachunek dostaliśmy jeszcze gdzieś w połowie posiłku ;) Do tej pory nie doszliśmy skąd takie podejście. Menu jest w języku angielskim a szefowa sali dość płynnie w tym samym języku angielskim odbierała od nas zamówienie. W porównaniu do pozostałych lokali, jest restauracja przez wielkie 'R" ale nie wyobrażaj sobie aż takich europejskich standardów. No ale na pewno chcesz wiedzieć więcej o jedzeniu. Te nie dość że jest pyszne, to jest wystawnie i po prostu pięknie podane. Spójrzcie na kolejne zdjęcia!

Zielona porcelanowa zastawa, mnogość kolorów od przypraw, ziół i składników. Tutaj nie "zabielają potraw" i nie spłaszczają ostrości dla zachodnich turystów. Zupa z galangalem i pędami banana rozpala żołądek i przełyk, a ryby i owoce morza wyglądają jak dopiero wyciągnięte z wody. W szczególności jedna z ryb wymaga oddzielnego polecenia - smażona i podawana z chrupiącą trawą cytrynową i salsą z chili - po prostu boska! Szukaj pod nazwą "deep fried thatbtim fish with crispy lemon grass" choć nie wiemy jak tłumaczyć ten okaz.  Do tego cenowo jest przyzwoicie. Tanio byłoby obrazą dla pozostałych polecanych miejsc, choć cztero-osobowy posiłek z napojami i deserami w granicach 100pln uznaję za cenę niską.

"deep fried thatbtim fish with crispy lemon grass"

Zupa z galangalem

Gdzie jeszcze zjeść? Kojarzycie takie budki przy bazarach, gdzie na ruszcie powoli kręciły się kurze korpusy? Zawsze mnie zastanawiało jak długo tam leżą i kto je kupuje – ale tylko do momentu kiedy zjedliśmy w SP Chicken. Ten niepozorny lokal w centrum miasta nie dość że podaje fajnego kuraka, to ma jeszcze parę innych smacznych dań do zaoferowania. W tym oczywiście Som Tam (ostra sałatka z zieloną papają) czy Morning Glory. Kurę zamówisz i zjesz bezpośrednio z rusztu – grubo pokrojoną tasakiem, albo w daniach m.in z warzywami i orzechami nerkowca z WOK-a. Zwracam też uwagę na sosy, domowo robione dodają mnóstwo dodatkowego smaku i wielowymiarowości do mięsa.

To miejsce jest z gatunku smacznych, tanich i miejscowych, ale uwaga, czynne tylko do 17.00!

SP Chicken

TAJSKIE – NIETAJSKIE LODY NA NOCNYCH MARKETACH

Zanim napiszę o lokalnych marketach, to jeszcze mała anegdotka o lodach tajskich. Generalnie to ich nie ma.

No ewentualnie chowają je przed nami, żeby otworzyć jak tylko skręcimy w inną alejkę. Te popularne obecnie w Polsce lody z Azji widzieliśmy na ulicy w Wietnamie, na Khao San Road w BKK (podobnie jak Pad Thai co drugie drzwi) lub na niektórych nocnych marketach - posypane górą czekolady, m&m'sów, bitej śmietany czy czego tam Seven Eleven dostarcza. Ten deser powstał i rozpowszechnił się tutaj koło 2009 roku, by parę lat później przedostać się do Stanów i wreszcie do nas. Widać Tajom moda na lody już minęła ;)

Złapane na markecie na ulicy Rachadamnoen

Wracając do jedzenia. Wybierz się na północ, zaraz przy bramie po wyjściu ze starówki, co wieczór rozstawia się parę miejscowych z jedzeniem. To tutaj w internecie są polecenia zachwalanego „standu z kowbojskim kapeluszem”. O co chodzi? No na banerze jest zdjęcie pani ewidentnie stąd, w kowbojskim nakryciu głowy, polecającej swoje wyroby z wieprzowiny. Zjecie tu porządną szarpaną wieprzowinę z ryżem lub ładnie wyglądającą golonkę (tej akurat nie jedliśmy, ale była najczęściej zamawianym daniem w tym miejscu).

Można pieszo, można tuk-tukiem ;)

Zaraz obok pani w kapeluszu jest stoisko z bułeczkami na parze. Wewnątrz kogel-mogel, pandan, lub ulubiona przeze mnie pasta z czerwonej fasoli. Tanie (2pln sztuka) i fajne na deser „do ręki”. Również nieopisane nigdzie jest stanowisko ulokowane mniej więcej po środku tej bazarowej przestrzeni. Zarządzane przez Pana w okularach pod którego okiem pracują (aż!) trzy kucharki. Zjedliśmy tu naprawdę smacznego ulicznego pad thai’a. Niestety nie mam zdjęcia samego pana, ale jest dość charakterystyczny ze swoją "obsługą i garkuchnią" - jeśli akurat jesteś na miejscu to wyślij nam fotę, pomożemy zidentyfikować :)

Jest jeden market którego nie polecamy. Często pojawia się w wyszukiwaniach w necie, w szczególności na zagranicznych portalach i blogach. Znajdujący się kawałek na wschód od centralnej starówki - Ploen Ruedee Night Market. Nastawiony na turystę z dużą ilością zagranicznych alkoholi, niekoniecznie lokalnym (jeśli w ogóle tajskim) jedzeniem. W zależności na co jesteście nastawieni i czego szukacie oczywiście - to mimo wszystko na ten market nie opłaca się wybierać.

JEST JEDNA RZECZ KTÓREJ NAM TU BRAKOWAŁO – DOBRA KAWA

To tak naprawdę bonus do wszystkich poleceń powyżej. Rankami, przed zwiedzaniem lub popołudniami po zwiedzaniu. Czy tak naprawdę o każdej porze – brakowało nam dobrej kawy. Takiej wiecie, z ekspresu, z ziaren. Wietnam po sąsiedzku ma bardzo dobrą kawę a tutaj trochę taka czarna dziura. Jeśli po paru dniach bez dobrego cappuccino zaczynacie marudzić i warczeć – czytaj dalej.

Kawa kokosowa w Taa Peng Cat

Taa Peng Cat to przyzwoita kawiarenka z prawdziwie włoskim ekspresem. Spory wybór ciepłych i zimnych kaw, a spośród tych z lodem warta uwagi jest wariacja kokosowa. Trochę takie coco-frappucino? Podają tu też śniadania, które widzieliśmy tylko przez ramię innych goście (mieliśmy swoje w hotelu), a prezentowały się ładnie i smacznie. Jeśli spróbujesz, daj nam znać!

Drugie miejsce na kawę znów trochę dalej od centrum, na północny zachód od starówki w trochę bogatszej dzielnicy miasta. Ristr8to - Specialty Coffee to lokal już taki typowo „europejski” podający różne wariacje kaw i deserów. Stylizowane na laboratorium alchemika dostaniecie małą czarną w probówkach lub kolbie, z lodami i innymi dodatkami. Ziarna kawy wypalają na miejscu, w czymś co przypomina przerobioną i pomalowaną na czarno betoniarkę. Dzięki temu jest tu przyjemny zapach kawy i trochę pomysłowego tajskiego folkloru.

Nasze odjechane kawy w Ristr8to

I TO BY BYŁO NA TYLE (?)

Chiang Mai i okolice nas urzekły, a jedzenie stało na baaardzo wysokim poziomie. Trzeba również pamiętać, że stolica północnego regionu Tajlandii służy za punkt wypadowy do wielu dodatkowych atrakcji. Najbardziej znane są słonie i jak na wstępie wspomniałem, są to piękne i majestatyczne zwierzęta. Budzące respekt kiedy w Twoją stronę idzie gromadka tych kilkutonowych kolosów. Są to również zwierzęta które doświadczył wiele cierpienia od strony chciwych hodowców, więc jeszcze raz uczulam na miejsca które pozwalają je zobaczyć i dotknąć.

Trasa przez Doi Inthanon

Druga rzecz warta sprawdzenia to jedna z wielu szkół gotowania. My skorzystaliśmy z oferty Sammy's Organic Cooking School. Gdzie właściciel farmy, Sammy, wraz z żoną pokazuje jak przygotować klasyki tajskiej kuchni.

Gotowanie u Sammiego

Wyciskanie mleka kokosowego, widać kto się stara a kto pozuje ;)

Niewątpliwą zaletą wycieczki z Sammy'm jest odwiedzenie marketu gdzie opowiada o różnicach w makaronach, ryżu, przyprawach. Następnie jedziesz na jego posesję gdzie pokazuje rosnącą wszędzie trawę cytrynową, kilka rodzajów bazylii, tradycyjne przyrządy do ścierania wiórków kokosowych i wyciskania mleka kokosowego. W pakiecie jest też samodzielne rozcieranie składników na pastę curry. Wszystko okraszone historyjkami i dowcipami. Gospodarz ma też na stanie najładniejszą łazienkę w całej Tajlandii- ale to musicie już zobaczyć sami ;)

Polecamy wycieczkę na północ równie mocno co Bangkok!

Podobał się wpis? Będzie super jeśli podasz dalej! Szukasz tańszych noclegów w Tajlandii, to klikaj w nasze linki polecające:

Booking.com -> zniżka 50pln za zarezerwowanie/zrealizowanie pobytu -> http://bit.ly/KNBookingcom

Airbnb -> zniżka 100pln za zarejestrowanie się w serwisie i pierwszy nocleg -> http://bit.ly/KNAirbnb

Wodospad Wachiratan

Przeczytaj również

2 komentarze

Maciej 1 września 2019 - 11:57

W Chiang Mai mają jedno genialne miejsce z kawą. Graph Cafe. Zgooglajcie sobie albo zobaczcie na instagramie. Chodziliśmy tam codziennie, nawet po kilka razy. Same sztosy :)

Reply
Kuba 1 września 2019 - 17:37

Dzięki za komentarz! Może uda nam się wrócić do Chiang Mai to zajrzymy :)

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej