Gdzie zjeść w Bangkoku?

przez Kuba

Tajlandia jest ciągle postrzegana jako mekka backpackersów, streetfood’u, a sam Bangkok od lat zajmuje miejsce w czołówce najchętniej odwiedzanych miast na świecie. W 2018 roku było to już 20 milionów osób! (źródło).

Tyle osób tu przyjeżdża strzelić sobie selfie! ;)

W tym samym linku piszą, że średni pobyt w tym mieście wynosi lekko ponad 4,5 dnia. I wydaje nam się to wystarczające żeby to miasto zobaczyć, zwiedzić główne atrakcje i zjeść coś fajnego. Ale jest to zdecydowanie za mało żeby poznać na wskroś tajską kuchnię - tym bardziej że kuchnia m.in z regionu Chiang Mai (na północy kraju) różni się bardzo mocno od tej w stolicy. Niemniej jeśli dobrze rozplanujecie pobyt i trasę, w czym pomoże Wam ten tekst, to wyrobicie sobie pierwsze wrażenia. A o ile będą dobre, to zawsze możecie tu wrócić!

W tym tekście damy parę konkretnych miejscówek z daniami które zjedliśmy, znajdziecie również parę przemyśleń na temat tej kuchni, ludzi i na co zwrócić uwagę. Na końcu wszystkie spisane adresy i mapka z zaznaczonymi punktami – żeby było jeszcze łatwiej!

ZACZNIJMY JEDNAK OD PARU RAD PO NASZEJ WIZYCIE

Golden Mountain Temple w środku miasta i widoki na caaały ten streetfood!

Streetfood. Temat jest bardzo obszerny i co kubki smakowe to opinia, a nasza jest następująca. Na początku jest zachwyt i podnieta. Zapach, kręcące się woki, latające w nich makarony i dodatki. Mnóstwo jedzących ludzi, małe taboreciki, brak stolików. Wszędzie chce się zatrzymać, popatrzeć co jedzą, spróbować odrobinę.

Po paru godzinach i paru zjedzonych daniach z wózków dochodzi się do wniosku, że ten król streetfoodu jest przynajmniej pół-nagi. Jest tu tego tyle, że ciężko jest trafić bez polecenia, lub bez podglądania, coś dobrego. Jak los na loterii a wygrywających numerów jest bardzo mało. Nic dziwnego, nawet w tej części świata ciężko jest zrobić posiłek za 2pln żeby i składniki były świeże i porcja była duża i smakowało świetnie. Także rady jakie możemy Wam dać: nie bójcie się próbować, ale uważnie oglądajcie kto ma rzeczy świeże i co u kogo zamawiają ludzie :)

Przygotujcie się na stanie w kolejkach (w dobrych miejscach)

Poziom ostrości. Ja do tej pory nie jadłem ostrego jedzenia. Dużo lepiej przygotowana była Aneta. Na dwa tygodnie przed wyjazdem zacząłem sobie dodawać papryczek w zasadzie do wszystkiego – no może poza herbatą i kawą ;) Nie obyło się bez łez przy porannej jajecznicy, ale wyjeżdżając czułem się bardziej pewnie co do siebie. To pomaga, bo nie myślisz wtedy przy zamawianiu: „czy dam radę to zjeść?”

Czy było to potrzebne? Ciężko mi teraz powiedzieć, bo my nie dostaliśmy w Bangkoku nic na tyle ostrego żeby płakać ;). Byliśmy tam w cztery osoby o dużym spektrum tolerancji na ostre jedzenie i nikt się ani razu nie skarżył. Często musieliśmy sobie doprawiać potrawy suszonym chilli lub papryczkami w occie. Niestety miejscowi wiedzą że biały człowiek statystycznie nie jest tak przygotowany i często podają jedzenie łagodniejsze, byleby zachęcić więcej klientów. Chociaż z drugiej strony, bo nic nie jest czarno-białe, ta kuchnia polega na tym żeby sobie samemu dania doprawiać. Po to właśnie są te dodatki na stole, więc nie bójcie się ich używać! No i oczywiście z trzeciej strony. Nie wszystkie dania powinny być ostre – może poza sałatką Som Tam, ta zawsze i wszędzie. Czasem będzie to smażony w woku kurczak z warzywami i słodkim sojowym sosem.

Ulica Yaowarat, dzielnica chińska - dla nas jedna z najlepszych dzielnic i idealny punkt na nocleg

Tak czy inaczej, jak zawsze „to zależy” gdzie traficie i co zamówicie, bo np. jedna tom yam którą jedliśmy w knajpie poniżej była ostra! No i jeżeli czujecie, że nie dacie rady – zachęcam do prostego i krótkiego treningu przed podróżą, chociaż pewnie i bez tego nie macie się o co martwić!

PORA NA KONKRETY

Jek Pui Curry - polecamy ten streetfood!

Posiedźmy jeszcze w klimacie prawdziwego streetfood’u. Polecamy Wam stanowisko uliczne Jek Pui Curry. W okolicach 3 do 8 pln-ów złapiecie żółte, czerwone, bądź zielone curry z kurczakiem/wołowiną na ryżu lub makaronie. Warto spojrzeć przed ustawieniem się w kolejce co podają, lub popatrzeć kto co dostaje na talerzu i pokazując palcem zamówić „to samo”. Za tą cenę nie dostaniecie oszałamiającej porcji, ale jest to sprawdzone i smaczne uliczne jedzenie – w sam raz na zapoznanie się z miejscową kuchnią. Nie jest też wybitnie ostre, choć jak przeczytaliście parę akapitów wcześniej jest to temat mocno indywidualny i do dyskusji. PS: za dopłatą 10baht (ok 1pln) dostaniecie marynowane w sosie sojowym jajko – brać i nie zastanawiać się! Aha, jeszcze jedna ciekawostka, to pierwsze miejsce w którym mieliśmy okazję zjeść makaron z curry. Niby taki prosty zamiennik, a jakoś nie widzieliśmy go w tajskich knajpach.

Jay Hong Pan Fried Chicken Noodles - był ogień!

Kolejnym ulicznym miejscem jest Jay Hong Pan Fried Chicken Noodles na Worachak. W samym centrum miasta jest market umiejscowiony w ciasnych uliczkach. Szukajcie charakterystycznych aluminiowych kominów przy których stoją niezmordowani kucharze. A na żywym ogniu smażą i grillują tutaj dobrą szamę. Gdzie tam flambirowanie, musicie popatrzeć co tu się wyprawia. W menu oprócz pysznego grillowanego makaronu z wieprzowiną i krewetkami zamówicie skrzydełka kurczaka z super intensywnym, ziołowym sosem. Ten makaron bardzo nam smakował. Jest mocno podgrillowany, aż do punktu przypalania (wyobraźcie sobie jak z pizzą neapolitańską) a obowiązkowo skropcie go sobie limonką którą podają do jedzenia.

TO TERAZ NA DRUGĄ NÓŻKĘ – LOKALE

W trakcie naszego krótkiego pobytu udało się zjeść wystarczająco dużo i dobrze w dwóch lokalach, które teraz śmiało będziemy polecać. Pierwszy z nich, polecony przez Marcina Niewiadomskiego, kucharza w Bangkok soi (o którym pisaliśmy TUTAJ) – to Mit Ko Yuan

Żeberka w Mit Ko Yuan, czytajcie poniżej!

Sympatyczny właściciel z dobrą znajomością języka angielskiego i spore menu z dobrymi tłumaczeniami. Ceny dań już trochę wyższe bo w okolicach 10-15 pln za porcję. Ale powiedzmy sobie szczerze, za wielkość dania, składniki i smak dużo bardziej warto niż w pierwszej lepszej garkuchni na ulicy.

Zamówiliśmy tu m.in. Tom Yam z krewetkami – jedną z ostrzejszych potraw z całego tego tekstu. Jej akurat nie musieliśmy doprawiać :) Fajnie, że ze względu na region i dostępność świeżych składników była ze sporą ilością dużych krewetek. Kwaśna, ostra i piekielnie pyszna. Będziemy ją pamiętać i porównywać do niej zupy jedzone tu w Polsce.

Tom Yam - Mit Ko Yuan

Jedno z najlepszych Crispy Morning Glory - Mit Ko Yuan

Do tego również żeberka z wieprzowiny w pieprzu i czosnku, makaron podobny do tego w Jay Hong z kurczakiem – dobry, choć nie aż tak jak na Worachak. Oraz absolutnie rewelacyjne smażone morning glory z dodatkiem sałatki z owocami morza. Z jednej strony niby sałatka a jednak świeże kalmary i ośmiornica, z drugiej niby tylko warzywo a w świetnej panierce. Razem za to obiad idealny. Gorąco polecamy tu zajrzeć w przerwie między porannym zwiedzaniem pałacu cesarskiego a zachodem słońca z widokiem na BKK z Golden Mountain Temple.

Drugi lokal jest z powrotem w dzielnicy chińskiej, na Yaowarat Road niedaleko której mieliśmy nocleg. Prawdopodobnie dlatego w okolicy tyle oznaczonego jedzenia ;) Na mapie poniżej to miejsce oznaczone Nai Ek Roll Noodle. Jest spora szansa, że traficie na kolejkę głodnych chińskich turystów, a jest ich tu całkiem sporo w tej okolicy. Jednak warto postać i poczekać, tym bardziej że jedzenie jest dobre a kolejka idzie szybko.

Główne danie w Nai Ek Roll Noodle

Są tu charakterystyczne makaronowe rogaliki, choć przypominają je tylko kształtem przez sposób zwijania. Znajdziecie je w pogrubionym w menu daniu o nazwie Roll Noodles Soup (dostępna w trzech rozmiarach mniej więcej od 6 do 12 pln). Drugim, również pogrubionym, daniem które zamówiliśmy to Pork Entrail Soup - czyli zupa przypominająca nasze swojskie flaczki – tutaj z podrobów wieprzowych. Obie zupy, nie tyle ostre, co mocno popieprzone i podawane okrutnie gorące. Parujące półmiski gorącego bulionu, to będę miał przed oczami wspominając Nai Ek.

Tę samą świnkę zjecie na chrupko również w Nai Ek Roll Noodle

Zupy są treściwe, bulion esencjonalny, a mięso delikatne. Jeśli zmęczyliście się zupami, to tę samą świnkę zjecie podsmażoną w kawałkach (wyśmienita, chyba nawet lepsza niż zupy) lub gotowaną, wyjętą z bulionu a podawaną z kapustą. Wszystkie wersje są pyszne!

CO JESZCZE WARTO?

Zaznaczyliśmy na mapie dwa Markety. Jak może zauważycie, jeden z nich jest oznaczony jako atrakcja turystyczna. Mowa tu o Ratchada Rot Fai Train Market. To bardzo duża przestrzeń z niezliczoną ilością kramików i standów z jedzeniem i piciem. Niestety w porównaniu do ‘regularnych marketów’ czy to w dzielnicy chińskiej czy po prostu na mieście widać wajchę przestawioną na imprezy. Nie chcę mówić że to źle, po prostu jadąc tam oczekiwaliśmy czegoś innego, co de facto znaleźliśmy w mniejszych, lokalnych marketach. Gęsty tłum może do siebie mocno zrazić i utrudnia poruszanie się. Tutaj nie polecamy żadnego konkretnego stanowiska, ciężko tu mówić o wystawcach, może lepiej o rodzajach jedzenia.

Kolorowy Ratchada Rot Fai Train Market - raczej pooglądać niż zjeść

Fajnie jest spróbować Khanom Bueang:

Chociaż można spróbować "tajskich taco" - Khanom Bueang

 czyli chrupiących tajskich naleśników (lub po kształcie bardziej taco) z kremem kokosowym i słodkim koglem moglem lub słonymi suszonymi krewetkami, japońskich rybnych kulek z różnymi nadzieniami (są również u nas na targach śniadaniowych), świeżego mango czy owoców morza w kubełku które jesz rękoma w rękawiczkach.

Jeśli w planie macie Chatuchak Weekend Market, czyli największy bazar w tym mieście (a nam się podobało i na parę godzin i zakupy dla siebie i znajomych warto wpaść). To na pewno w trakcie zakupów zgłodniejecie.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się market typowo jedzeniowy - Or Tor Kor Market. Lekko droższy ale o widocznie lepszych jakościowo składnikach niż pierwsze lepsze trafione na  ulicy. Jest tu i suszone mango, zielone i czarne herbaty, całkiem niezły wybór jedzenia – polecamy chińskie pierożki (zdj). W sam raz na przerwę od zatłoczonych straganów z ciuchami.

Tak to sprytnie zwijają te pyszne pierożki

GWIAZDKI MICHELIN, KOLEJKI I MANGO STICKY RICE

Takiego mango w Polsce ze świecą szukać!

Obok siebie, w centrum miasta i niedaleko Golden Mountain Temple (którą polecamy na zachód słońca w mieście) znajdują się dwa najprawdopodobniej najsławniejsze lokale w Bangkoku. Do obu ustawiają się kolejki od otwarcia do zamknięcia, a głośno o nich i na facebook'u i instagramie. Mowa tu o najsłynniejszym pad thaiu - Thipsamai, oraz o "streetfoodzie z gwiazdką Michelin" - Raan Jay Fai. Oba miejsca zaznaczamy na mapie, ale trochę innym kolorem niż całą resztę, dlaczego?

Powód jest bardzo prosty - nie możemy Wam ich polecić! :) W Raan Jay Fai nie jedliśmy, bo kolejki sięgają tu niebotycznych rozmiarów (po 3-4h). Niby są rezerwacje mejlowo-kartkowe ale nie wiem na ile są realne i przestrzegane. Pani Jay Fai sama prowadzi kuchnię, a bez problemu można podziwiać jej umiejętności z ulicy. Robi swoje dania od lat i zostało to dostrzeżone przez świat kulinarny i uhonorowane gwiazdką Michelin. Relacje zaprzyjaźnionych blogerów nas nie przekonały do spróbowania, a wręcz wydaje nam się że obecnie miejsce jest sławne dlatego że jest sławne ;)

Te ręce robią jedzenie na miarę * Michelin

Drugi lokal, Thipsamai, podaje ponoć jedynego słusznego i prawilnego pad thaia w mieście. Takim wyzwaniom stawiamy czoła, a dotarliśmy pod lokal jeszcze przy małej kolejce. Mała uwaga - stojąc tutaj w kolejce czasem sięgacie kuchni Jay żeby ją pooglądać, takie 2 w 1. Jaki był pad thai? A no średni. I to nawet mimo podawania go w omlecie, co też miało być "wizytówką" tego miejsca. Lepsze jedliśmy w Chiang Mai (tak wiem, miało być w tym mieście - Bangkoku), a ten konkretny po prostu nie powalił nas na kolana na tyle, żeby go polecać. Także jeśli jesteście jedzeniowymi zapaleńcami, chcecie spróbować, nie odstraszają Was długie kolejki... zaznaczamy na mapie, ale wiedzcie, że idziecie tam na własną odpowiedzialność!

Prawilny Pad Thai w omlecie - Thipsamai

Na koniec, jak to zwykle bywa, zostawiliśmy deser. W Bangkoku jedliśmy bezapelacyjnie i bezkonkurencyjnie najlepsze Mango Sticky Rice w całej Tajlandii. Zupełnie inne mango, bardziej soczyste, słodsze, bez tych wszystkich nitek i „ścięgien”. Klejący się ryż i słodko-słony sos kokosowy. Wypatrujcie koniecznie Pani na zdjęciach, która zajmuje się obieraniem owoców i wydawaniem reszty  ;). Stoi oczywiście w dzielnicy chińskiej, ulica Yaowarat, naprzeciwko hotelu Royal Bangkok (mapa). Nie tylko kupicie u niej ten najlepszy i najbardziej znany w Tajlandii deser, ale spróbujecie też bardzo dobrego duriana. Oba te desery są świeże, a porcje konkretne i za małe pieniądze. W dodatku wydaje nam się, że świeży i dobrze przechowywany durian nie dość że nie ma odpychającego zapachu cebuli ze śmietaną, to smakuje naprawdę dobrze. A konsystencja? Niepodobna do niczego i przynajmniej dla niej warto spróbować!

Szukajcie tej Pani na drugim planie - ta na pierwszym już zajęta! ;)

A CO Z ATRAKCJAMI?

Na mapie zaznaczyliśmy również te najbardziej charakterystyczne ( i naszym zdaniem warte ceny biletów) miejsca do zwiedzania. Ich opisy znajdziecie na większości blogów podróżniczych – wystarczy wpisać w Google - więc nie będę się bardzo rozpisywać. Miejsca do jedzenia staraliśmy się znajdować albo w niedalekiej odległości od nich, lub w dzielnicy chińskiej w której nocowaliśmy i do nocowania polecamy. Blisko stąd w zasadzie wszędzie, kolejka, metro i dworzec są rzut beretem.

Apropo kolejki, czyli popularnego Sky Train. Dla nas jest to trochę przereklamowana atrakcja. Tak, jest to metro naziemne. Tak, jest nawet wysokościowe, bo parę pięter nad ulicami. Niestety okna wagoników pooklejane są reklamami, w środku sporo pasażerów. Nie ma tu mowy o jakimś zaczepistym podziwianiu widoków. Ot, szybki i ciekawy środek transportu.

SŁOWO NA KONIEC

Jeszcze foteczka z kompleksu pałacowego

Bangkok, tak jak sama Tajlandia, ma wiele twarzy. Nie wiem jak długo trzeba by było tu mieszkać, żeby poznać wszystkie jego oblicza. Obawiam się, że mogłoby życia nie starczyć. Choć mieliśmy bardzo wysokie oczekiwania co do jedznia, to pierwsze wrażenia wypadły naprawdę dobrze. Jest tu dużo więcej niż Khao San Road i Pad Thai, wystarczy tylko zejść na moment z głównej ulicy i trochę poszukać.

Jeśli chcecie jeszcze więcej miejsc i opisów/relacji, zaglądajcie do wyróżnionych relacji na naszym Instagramie: @kulinarnie_n

Podobał się wpis? Będzie super jeśli podasz dalej! Szukasz tańszych noclegów w Tajlandii, to klikaj w nasze linki polecające:

Booking.com -> zniżka 50pln za zarezerwowanie/zrealizowanie pobytu -> http://bit.ly/KNBookingcom

Airbnb -> zniżka 100pln za zarejestrowanie się w serwisie i pierwszy nocleg -> http://bit.ly/KNAirbnb

Przeczytaj również

1 Komentarz

S 3 kwietnia 2019 - 18:09

… chińska dzielnica najlepsza… byłam i polecam przede wszystkim tylko ulicę!!! …żadne restauracje!!! pycha , uwielbiam daleki wschód… i polecam

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej