Pink Lobster i Restaurant Week

przez Ewa

Pink Lobster i Restaurant Week

Kilka słów o festiwalu 

Zanim przejdę do opisu dań w Pink Lobster warto wspomnieć o samym przedsięwzięciu jakim jest Restaurant Week. Część z Was na pewno już go zna, część brała w nim udział ale dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji usłyszeć to informuję i przekonuję, że naprawdę warto. Sama idea to przede wszystkim zachęcanie do poznawania nowych knajp, wyjścia z rodziną lub przyjaciółmi i spędzenie miło czasu. Myślę, że to bardzo fajny pomysł żeby zachęcić zarówno młodszych jak i starszych do wyjścia z domu. Może być to wyjątkowa okazja, albo po prostu dobry obiad z najbliższymi.

Wiek to tylko liczba

Jest też mały szczegół, który wpłynął na moje pozytywne wrażenie z całego wyjścia. Coś, co sprawiło, że poczułam, że potrzebne są właśnie takie festiwale, coś co wprost lub w przenośni staramy się też przekazać Wam prowadząc tego bloga. To czerpanie radości z jedzenia, z wychodzenia, ze spędzania czasu na mieście. To chęć wyjścia, poznania, spróbowania czy przeżycia. Kiedy siedziałam przy stoliku w Pink Lobster, zaraz obok mnie, również na festiwal przyszła przecudowna, radosna para starszych ludzi. Mimo wieku, mimo zapewne wielu pretekstów i przeszkód potrafili przyjść i  miło spędzić czas. Rozmawiali, żartowali i śmiali się. Mimochodem słyszałam część ich rozmów i widać było, że czerpią radość z tego, że mogą zjeść w dobrej restauracji, z przyjazną i profesjonalną obsługą.

To jest dla mnie naprawdę miły widok - widzieć starszych, którzy cały czas żyją i potrafią cieszyć się tym życiem. To podobało mi się przede wszystkim w Hiszpanii, gdzie wieczorami wszyscy emeryci wychodzili i bawili się przy drinku i tapas. Tego brakuje mi w naszym kraju. Mam nadzieję, że będzie się to powoli zmieniać i będzie coraz więcej tego typu okazji i projektów, nie tylko dla młodych ale dla każdego.

Ależ ten Wilanów daleko!

Przy wyborze restauracji brałam przede wszystkim dwie rzeczy pod uwagę. Po pierwsze – czy już tam byłam. Okazuje się, że sporo knajp już odwiedziłam, a w myśl przewodnią festiwalu, chciałam poznać coś nowego. Drugim decydującym kryterium było menu. Tak właśnie wybrałam Pink Lobster. I chociaż wydaje się to daleko (przynajmniej dla mnie) to myślę, że warto zrobić tych kilka kilometrów więcej żeby dobrze zjeść.

Pink Lobster i Restaurant Week

Pink Lobster - Wystrój w środku całkiem przyjemny

Mięsnie i Wegetariańsko

W związku z tym, że nie byłam w Pink Lobster sama, mogłam pokusić się o wykupienie zarówno mięsnej jak i wegetariańskiej wersji menu degustacyjnego. Nie mogę powiedzieć jak było we wcześniejszych latach ale w tym roku bardzo fajnie to zostało zorganizowane, bowiem można było śmiało wybrać coś pod siebie, bez obaw, że będziemy musieli zrezygnować z przystawki lub głównego.

Przystawki

W wersji mięsnej i zdecydowanie nie dla mnie 😉 to krewetki tygrysie podawane z awokado, chili, kolendrą i ananasem. Ze względu na moją odwieczną i niezmienną nienawiść do krewetek mogę Wam powiedzieć jedynie, że dodatki w postaci kremowego guacamole, przełamanego lekko pikantnym chili i słodyczą ananasa był w punkt i zapewne dawały odpowiedni kontrast dla mięsa. Całość oczywiście prezentowała się bardzo dobrze na talerzu i wierzę, że dla tych co nie wybrzydzają jak ja, danie byłoby strzałem w dziesiątkę.

Pink Lobster i Restaurant Week

krewetki

W wersji wegetariańskiej były bardzo ciekawie podane pieczone buraki i quinoa. Chociaż wydawać by się mogło, że buraczki na zimno nie są wyszukaną przystawką, to forma podania i odpowiednie dodatki sprawiły, że całość nabrała elegancji. Świetny mus z maliny i kawałki słodkiej dyni uzupełniały smak buraka i komosy ryżowej.

Pink Lobster i Restaurant Week

pieczone buraki i quinoa

Dania główne

W wersji mięsnej pierś kaczki z komosą ryżową, burakiem, orzechami laskowymi i czarną porzeczką. To co mogę potwierdzić na pewno to świetnej jakości mięso, odpowiednio zrobione i pasująca do tego kwaśna czarna porzeczka. Chyba zestawienie ze sobą kaczki i owocu jest tak dobrze znanym i sprawdzonym połączeniem, że rzadko można tu jeszcze coś zepsuć.  I chociaż robiąc rezerwacje myślałam, że właśnie to danie najbardziej mi podpasuje to nie sądziłam, że pozornie zwyczajnie brzmiące pierogi zrobią na mnie jeszcze większe wrażenie niż kaczka.

Pink Lobster i Restaurant Week

pierś kaczki

I tak właśnie danie główne w wersji wegetariańskiej było według mnie najlepszym daniem tego wyjścia. Pierogi z twarogiem, truflą i świeżym szpinakiem. Wszystko tu grało ze sobą po prostu idealnie. Bardzo delikatne, cienkie ciasto pierogów, sporo farszu, do tego masło z kawałkami trufli i świeże liście szpinaku. Dawno już nie jadłam tak dobrych pierogów, a do tego jeszcze ziemisty posmak trufli, którą uwielbiam i mogłabym jeść codziennie.

Pink Lobster i Restaurant Week

Pierogi z twarogiem, truflą i świeżym szpinakiem

Deser

Na koniec deser, który zarówno w jednej jak i drugiej wersji był taki sam. Delikatna, lekka beza z mascarpone i musem z marakui, a do tego przepyszne lody karmelowe. Chociaż beza była genialna, to jeszcze lepsze wrażenie zrobiły na mnie lody. Widać było, że nie mam mowy tu o żadnych „gotowcach”. Tłuste, słodkie i wręcz ciągnące się od domowej roboty karmelu. Bajka!

Pink Lobster i Restaurant Week

Beza i lody karmelowe

 

Pink Lobster i stojący za tym właściciel i szef kuchni Jarek Walczyk wiedzą jak umilić gościom czas. Mam nadzieję wpaść jeszcze kiedyś do nich na ich słynne śniadanie z homarem na toście, kawiorem i lampką różowego wina bo brzmi to jak kulinarna rozpusta, której nie odmówię 😊

 

Pink Lobster

Wiertnicza 96

02-953 Warszawa

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej