Recenzja Oh My Goji – taki #cheatday można robić!

przez Kuba

OBECNIE OH MY GOJI NIE MA WŁASNEJ LOKALIZACJI

POSZUKIWANIA LOKALU TRWAJĄ A SŁODKOŚCI ZAMÓWICIE PRZEZ KONTAKT NA STRONIE (KWIECIEŃ 2019)

Lubię recenzje cukierni. Przede wszystkim dlatego, że jestem łasuchem na słodycze. Po drugie możemy tych słodyczy sporo popróbować przed napisaniem tekstu. A po trzecie te słodkości... dobra już chyba wiecie do czego zmierzam :)
Jeszcze fajniej, kiedy dostaję prywatną wiadomość że komuś się taki słodki tekst podobał. Tym bardziej kiedy ta osoba jest właścicielem swojej własnej cukierni – a tak właśnie poznaliśmy Darię, właścicielkę Oh My Goji.

OMG! To Daria!

WEGAŃSKI KOPCIUSZEK

Oh my Goji, to już nie tak młody projekt, który założyły dwie koleżanki w drugiej połowie 2017 roku. Obecnie prowadzony przez Darię, która otwiera nam drzwi już o 8.30 rano i parzy kawę. A musicie wiedzieć, że ludzie którzy dobrowolnie robią Ci rano cappuccino to Twoi przyjaciele. Umówiliśmy się tak wcześnie, jeszcze przed otwarciem, żeby chwilę porozmawiać o ciastach, pralinach i prowadzeniu biznesu – udało mi się nawet parę sztuk zrobić własnoręcznie :) Nie martwcie się, nie trafiły do sprzedaży bo zdążyliśmy je zjeść ;)

Zaczynamy nasz mini-wywiad od wypytania o składniki. W stu procentach wegańskie, kupowane od sprawdzonych doświadczeniem dostawców. Wszystkie masy kakaowe, sezamowe, pasty śliwkowe, z daktyli przygotowywane samodzielnie. Przygotowanie takiej mieszanki, odważenie i zrobienie już jednej praliny wymagało ode mnie nie lada skupienia (ale powiedzmy sobie szczerze, cukiernik ze mnie słaby ;) ), za to Daria wspomniała że potrafiła jednego dnia przygotować ich całe 800!

Pralina w wielkim mieście ;)

Co dodatkowo pogarsza logistykę – jest to towar który ma bardzo krótki termin przydatności. Nie ma tu mowy o zbyt długim przechowywaniu. Czy to temperowana czekolada, czy wspomniane pasty wytrzymują góra 2-3 dni, chociaż z tym to chyba nie ma problemów, bo z lady znikają błyskawicznie.

Pośród smaków znajdziecie kombinacje jak cytryna/kurkuma, sezam z solą himalajską czy kawa z nasionami chia. Dużo więcej dostępnych sezonowo, w zależności od dostępnych składników i wyobraźni Darii :) Popakowane w zestawy od 5 do 24szt (od 15 do 54 pln) lub do zjedzenia na miejscu – tak pojedynczo jak w etażerkach razem z nieodzowną kawą i owocami (39pln dla dwóch osób). Oprócz tego ciasta i torty, z których miałem okazję spróbować czekoladowego tortu przekładanego wiśnią z lekkim waniliowym kremem. Pyszota! Wszystko ręcznie kryte kremami (zapomnijcie o niezdrowym lukrze) i przyozdabiane. Jest jakaś siła w całym koncepcie „idealnie nieidealne” – praliny nie muszą być perfekcyjną sferą, a torty sypane od linijki. Przynajmniej ma się pewność, że w każdą sztukę zostało włożone dużo serca i pracy.

Praliny!

OGRANICZENIA W IMIĘ DOBREGO

Jestem typowym mięsożercą i nie wstydzę się tego. Również jadam rzeczy wegańskie i nie obce mi są pozycje jak wegański tatar czy smalec – nawet jeśli nie lubię tej nomenklatury. To co zawsze mnie zastanawia, to ograniczanie sobie składników. To jest ten aspekt kuchni wegańskiej lub wegetariańskiej który poniekąd podziwiam. To ograniczanie się zmusza kucharzy i cukierników do kreatywnego szukania smaków, zastępników, konsystencji które należy uzyskać.

Zapytałem Darię również i o tę stronę prowadzenia jej biznesu, a odpowiedź przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Zostałem uraczony historią o studentce Stosunków Międzynarodowych, która pewna swoich planów na przyszłość i z wizją przyszłej pracy pojechała na wymianę studencką do Genewy, pracować przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jak to jednak bywa, rzeczywistość okazała się inna od marzeń. Cytując Darię: „Byłam w szoku, jak ta praca do mnie nie pasuje. Ludzie siedzą, coś podpisują, ale nie mają realnego wpływu. To był taki moment dla mnie, kiedy zrozumiałam, że nic nie chcę mieć wspólnego ze stosunkami międzynarodowymi.”

Poranek w pracy, a może to już wieczór?

Zrozumiałem, że właśnie ta chęć działania, zmieniania świata przebija przez wszystko co się w Oh My Goji dzieje. Często na tyle subtelnie, że na początku tego nie zauważyłem – uświadomiły mi to dopiero słowa właścicielki. Nie trzeba mieć ociekającego luksusem i blichtrem lokalu, w samym sercu miasta. Trzeba za to mieć cel i do niego bez ustanku dążyć. Mam nadzieję że nie dostanie mi się po głowie za tę historię – nic tu nie było zmyślone, a jeśli to nie jest jedzenie z misją, to już nie wiem co nim jest :)

Czy Daria znalazła przepis na sukces? Tego dowiemy się za jakiś czas, ale mam nadzieję że tak. A my dostaliśmy przynajmniej przesłodką historię.

Oh My Goji, Pl. Grzybowski 10, Warszawa

Inne nasze ulubione cukiernie znajdziecie w rankingu najlepszych cukierni w Warszawie - Link!

Przy pracy!

Składniki - Superfoods

 

 

 

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej