Home Co zjeść Recenzja restauracji Bohemia – nostalgia to słaby doradca

Recenzja restauracji Bohemia – nostalgia to słaby doradca

by Kuba

HISTORIA ZATACZA KOŁO

Minął rok od kiedy założyliśmy bloga, a dwa lata od kiedy spotykamy się wspólnie, regularnie ze znajomymi i przejadamy się przez Warszawskie lokale. Trochę historii znajdziecie TUTAJ – w naszym pierwszym wpisie ever. Ja ze swojej strony przyznam, jak uświadomili mi znajomi, że jest to szmat czasu i niemałe osiągnięcie – dziękuję!

Na tę rocznicę wybraliśmy się do restauracji Bohemia w centrum przy Alejach Jana Pawła II, a niedaleko znanej i opisywanej przez nas Hali Mirowskiej/Hali Gwardii. W 2016 byliśmy tu prawie na otwarciu i wyszliśmy bardzo zadowoleni, z piwa, z jedzenia, z atmosfery – były więc przesłanki żeby tu wrócić!

PIWO I STAL

Tym bardziej, że sam kiedyś wspominałem, jak to blogerzy nie mają często czasu wracać w te same miejsca bo ciągle otwiera się coś nowego co trzeba sprawdzić. Przez te dwa lata Ewa bywała tu sporadycznie zamawiając w kółko te same żeberka które i tym razem planowała zjeść – uprzedzała nas jeszcze przed wejście, ale uprzedzam fakty.

Recenzja restauracji Bohemia - nostalgia to słaby doradca

Pikantna pasta mięsna, jeden z niewielu blasków kolacji

Wchodzimy do środka. Duża, otwarta przestrzeń, podzielona przez środek stelażami z gastro-dekoracją i kwiatami. Wystrój składa się z drewna i metalu co przywodzi mi na myśl te wszystkie czeskie browarnio-restauracje ale w dużo bardziej modernistycznym stylu. Od frontu miedziane tanki z piwem, klasycznym czeskim Pilznerem. Czekając na wszystkich biesadników ten trunek właśnie zamawiamy.

W karcie jest parę propozycji, od prostego jasnego piwa (12-13pln za 0,5L), przez mieszankę jasnego z ciemnym – Teraz Ceska (12 pln), po piwną pianę zwaną też mlekiem ;) Delikatne to piwa i takie akurat do cięższego jedzenia o którym za chwilę. Wprawiają w nastrój i w przeciwieństwie do większości miejsc sprawiają wrażenie przemyślanego wyboru, a nie lodówkowej wystawki z popularnymi dużymi browarami.

KUCHNIA CZESKA – PIERWSZE STARCIE

Z powyższym nastawieniem zabieramy się za zamawianie. Z przystawek spróbowaliśmy Pilzneńskiej Bulharki (19 pln). Oznaczona w menu jako tradycyjnie czeska, lekko ostra, mięsna pasta. Do tego na poku pokrojona w kosteczkę cebulka i ogórek kiszony, na boku grzanki z ciemnego pieczywa. Jak na przystawkę naprawdę nieźle, a sama pasta była dobrze doprawiona i lekko kwaskowata.

Recenzja restauracji Bohemia - nostalgia to słaby doradca

Że niby tylko Polacy lubią kiszonki ;)

Druga przystawka którą zamówiliśmy to Nakladany Hermelin (22 pln), czyli czeskie podejście do sera Camembert. Dokładnie to ser marynowany w zalewie z oleju słonecznikowego, z cebulą, czosnkiem i papryką. Na talerzu dostajecie dwa krążki sera, między którymi rzeczywiście pływa w oleju cebula. Ku mojemu zdziwieniu, ser był mocno twardy (spodziewałem się bardziej klasycznego francuskiego sera) i podawany z dużymi kawałkami pieczywa.

Mimo że w tym roku zachwycam się kiszoną kimchi (i jest to moje odkrycie roku 2018), to ten typ "marynowanego" sera nie przypadł mi do gustu. Zbyt tłusty od oleju, ser trochę nijaki i przez całość przebija smak i aromat czosnku i cebuli. Tylko dla twardzieli, a moje klimaty zupełnie nie.

MIĘSO, PLACKI, KNEDLIĆKI

Mówiłem że Ewa chciała żeberka? Niestety tego wieczora już ich nie było, całe to oczekiwanie poszło jak para w gwidek... niestety. Wybraliśmy więc inne pozycje, a staraliśmy się to zrobić reprezentatywnie dla kuchni czeskiej. W zasadzie to zacząłem się zastanawiać jaka ona jest i czym się charakteryzuje, bo kojarzę głównie piwo i knedliki :) no i tłuste kawałki mięsa. Coś w tym musi być bo na nasz stół zamawiamy karkówkę wieprzową confit z kapustą duszoną i knedlikiem (32 pln), oraz placek ziemniaczany z kurczakiem i chorizo (34 pln).

Recenzja restauracji Bohemia - nostalgia to słaby doradca

Placuch

Zdekonstruujmy to po kolei. Confit oznacza długie gotowanie w oleju (temperatura ok. 90 st. C) i jest techniką stricte francuską. Mięso wyszło soczyste i miękkie aczkolwiek dla moich kubków smakowych za mało doprawione – był tam jednak ciemny, gęsty sos który ratował i pasował do mięsa jak i do knedlików. Te ostatnie niestety wyszły fatalnie. Jak na ciasto gotowane na solonej wodzie, a następnie robione na parze – przynajmniej tak to robią tradycyjnie – wyszły okropnie suche. Porcja była spora jak na tę cenę, ale nie jestem całkowicie zadowolony.

Trzymaliśmy kciuki za placek, bo również spory, sos z kurek gęsty i wyrazisty. Lubię grzyby, szczególnie w sezonie bo oddają tyle smaku i serca na talerz. Te chorizo na placku to taka próba unowocześnienia i dodania ciekawości i tekstury (bo podsmażone i kruche) które moim zdaniem było pomysłem raczej nietrafionym. Natomiast największy błąd, mimo dobrego placka i fajnego sosu, to niewyczyszczone kurki.

Piach strzykał między zębami jakby właśnie na sopockiej plaży zajadał w środku orkanu nanoszącego piasek z okolicznych wydm.

Recenzja restauracji Bohemia - nostalgia to słaby doradca

A tu confit :)

NOSTALGIA KONTRA JEDZENIE

Bohemię do tej pory wspominałem bardzo dobrze, trochę ten obraz się teraz zepsuł. Można powiedzieć, że to był gorszy dzień. Prawda jednak jest taka, że dobre miejsca nie mają gorszych dni – albo przynajmniej świetnie je maskują. Tym razem jedzenie przegrało z nostalgią Bohemii, jakkolwiek serce nie chce ratować, tak rozum przypomina co zjadłem.

Druga prawda której się nauczyłem, to konieczność, obowiązek wręcz chodzenia ponownie do tych samych knajp czy restauracji, żeby ciągle tę nostalgię i pamięć konfrontować ze stanem obecnym. Gastronomia pędzi do przodu, ze swoim autentyzmem, łamaniem smaków, fusion i całym dobrodziejstwem inwentarza, po kolacji mam wrażenie, że zarówno bohema jak i Bohemia zostały gdzieś w tyle.

You may also like

3 komentarze

Matka Założycielka IPW 10 października 2018 - 17:01

Trudno powiedziec czy te 2 lata temu bylo lepiej bo wtedy zjadlam tylko deser, ale z tego co pamietam z ówczesnej oceny pozostałych, szału nie bylo.

Reply
Piotr 13 października 2018 - 10:05

Bardzo mi się podoba Wasz blog, często wrzucacie nowe posty i to jest godne pochwaly, macie fajny styl i robicie ładne zdjęcia, ale brakuje mi praktycznej informacji o opisywanych knajpach, a mianowicie… adresu :)
Dodajcie namiary na knajpę i wtedy będzie super :) tak trzymać!

Reply
Kuba 13 października 2018 - 12:07

Hej Piotrek! Dzięki za komentarz!
Zazwyczaj staramy się wrzucać w tekście link do fanpejdża na FB danego miejsca, a najlepsze miejscówki lądują na mapie w Jadłowniku którego można sobie ściągnąć :)
Fakt, powinniśmy dodawać adres na końcu – myślę że zaczniemy to robić od najnowszych wpisów ( a stare zaczniemy aktualizować).

Kuba

Reply

Leave a Comment