Południe Poznań

przez Kuba

KUCHNIA POŁUDNIE

Pisałem kiedyś o pogoni za coraz nowymi miejscami. My chcemy sprawdzać jak najwięcej miejsc i jak najwięcej dobra wam pokazać. Jednocześnie wiemy, że są miejsca do których nie wystarczy pójść raz. Są miejsca po których widać historię i pomysł na siebie wręcz wylewający się przez okna. To takie miejsca po których żałuję, że nie miałem więcej czasu posiedzieć, porozmawiać, posłuchać. Takim miejscem jest Południe w Poznaniu.

Muszę też napisać, że żadna knajpa w Poznaniu nie ma lekkiego zadania. Ogólnopolskim fenomenem jest już Cafe la Ruina & Raj i mimo że nie oni są tutaj głównym tematem, to nie wyobrażam sobie już pisania recenzji z Poznania nie myśląc o ich lokalu lub podświadomie do nich porównując. Południe ma podwójnie trudno, bo w tym samym budynku znajduje się sieć naleśnikarni Manekin. Kolejny fenomen, tym razem taki którego nie do końca rozumiem, choć zawsze próbuję go racjonalizować.

TAKIE TANGO

Mijając więc kolejki po niekoniecznie-dobre-lecz-tanie-naleśniki (koniec recenzji Manekina) trafiamy do lokalu pełnego ludzi (niedziela godz. 17.00) co zawsze dobrze wróży. W środku nawiązania do Ameryki Południowej i tanga– mapy, zdjęcia, plakaty a z drugiej strony przyjemny zapach mieszających się z sobą pieczonych warzyw, smażonego mięsa, parującej zupy. Małe jednoizbowe pomieszczenie, niewielka ilość obsługi, parę stolików i same zadowolone twarze.

Siadamy przy trochę za małym stoliku, ciesząc się tak naprawdę że udało się jakikolwiek dostać i przeglądamy kartę. Z naszymi wspólnymi wyjściami to jest tak, że albo wszyscy chcemy zamówić to samo (słabo bo wtedy ktoś musi zmienić zdanie :P ) lub wszyscy chcemy co innego. Całe szczęście nie ma tu zbyt dużego wyboru, co ja uważam za plus, bo bardzo ważna dla mnie jest specjalizacja – wystrzegajcie się małych miejsc z dzięsiecio-stronicowym menu, przyzna to nawet sama Magda G.

Do podziału bierzemy na przystawkę krem z parmezanu (15pln) na białym winie i tymianku, a oprócz tego dostajemy hummus i parę kawałków domowego chleba. Przekąseczka fajna fajna, ale to zupa całkowicie rozwala nam kubki smakowe. Z jednej strony chciałbym ją sobie całą po prostu wlać do żołądka ale z drugiej strony szkoda, bo posmakować trzeba… a wyszła naprawdę rewelacyjnie! Niestety nie wiem czy to stała karta, ale jeśli zobaczycie tę pozycję to brać w ciemno.

AMERYKAŃSKO – AZJATYCKIE SMAKI

Dalej w menu jest nadal ciekawie. Widziałem już parę mieszanek różnych kuchni i kultur i dochodzę do dwóch wniosków. Żeby tak mieszać dania i smaki trzeba mieć konkret umiejętności. To nie tylko kwestia tu zrobienia sałatki cezar a z boku pad thaia z krewetkami. Tu trzeba przemyśleć i się zastanowić. Po drugie, trzeba mieć niesamowite jaja to wprowadzić i sprzedawać, bo ludzie jeszcze zdecydowanie zbyt zachowawczo podchodzą do kuchni.

No ale to co można zjeść w Południe? My wybraliśmy Argentyńskie Empanady z wołowiną (27pln) dodatkowo z salsą pomidorową i sałatką „typu colesław”, domowy makaron nirwana z rwaną wołowiną (28 pln), sosem ostrygowym, dymką i sezamem, oraz stek ze świecy wołowej z batatami, szparagami i sosem demi glace (38 pln).

 

Empanady były najgrzeczniejszym z posiłków. Smaczny i sympatyczny farsz, nie za ostry, dobrze przyprawiony i bardzo dobrze zmielony. Samo ciasto w punkt i ładnie wyglądające a twist którego się nie spodziewaliśmy znaleźliśmy w colesławie. Do domowo robionej sałatki dodawany był sos rybny który wykręcał mocno przyzwyczajone smaki. Ewie kojarzyło się to z sałatką ze śledziem i niekoniecznie wchodziło, ale ja jadłem jak zły!

 

Stek ze świecy wołowej i moje serduszko zaczęło bić trochę szybciej. Miękkie mięso, sos gęściutki, pełen tłuszczu i smaki. Na boku wiśniowa konfitura którą kocham do mięsa bardziej niż do gofrów czy naleśników. W ogóle nie wiem kto to wymyślił ale powinien dostać Nobla w kategorii biologii, chemii i literatury za dodawanie słodkich konfitur, owoców, dżemów do mięsa. W zasadzie każde mięso zyskuje na bogactwie smaku dzięki przełamaniu słodki/słony. No chyba że to mięso z masłem orzechowym – słony do kwadratu też działa ;) Na boku dania sezonowo szparagi i pieczone bataty, zestawienie typu ‘polski grill premium’ który i smakuje i wygląda.

Jeszcze jeden wysoki punkt tego obiadu to makaron Anety. Nie wiem skąd pomysł na nazwę i skąd ta nirwana aczkolwiek mam pewne podejrzenia jak „zjem i mogę umierać” lub „ten posiłek zabiorę z sobą do kolejnego wcielenia” ;) Bardzo fajnie tu zagrała szarpana wołowina i to składnik który rzadko występuje z makaronem za co dodatkowe plusy. Sos ostrygowy gęsty, przenikający gdzieś pomiędzy tym mięsem a grubymi nitkami pszennego makaronu. Sztosik!

Na koniec zjedliśmy bardzo fajne ciastko czekoladowe z tą są konfiturą podaną do świecy. Prosty domowy wypiek bez zbędnych fajerwerków za to kończący ten udany obiad. Poznań zostanie dla mnie miastem sernika mimo że wiele miejsc będzie chciało od tego uciec. Wcale się temu nie dziwę - próbować trzeba! Południowe brownie daje radę!

JA CHCĘ NA POŁUDNIE

Tak powinienem podsumować tę recenzję. Nie wiem co tam w tym Poznaniu mają do Ameryki Płd. że taka popularna ta kuchnia w stolicy Wielkopolski. Kiedy piszę tę recenzję zajrzałem na FB Południa (link) i z tego co widzę to już nastąpiła rotacja karty. Chwile smaczne i ulotne. Południe, dzięki! Obiecuję że wrócimy po jeszcze!

Klub Południe, Adama Mickiewicza 24a/2, Poznań

 

 

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej