Do LASu nie tylko na grzyby – Lokalna Atrakcja Stolicy – Recenzja!

przez Kuba

LOKALNA ATRAKCJA STOLICY -  RECENZJA

Niezmiennie mamy problem z polską kuchnią. Co polecić, gdzie pójść, gdzie zabrać rodziców na urodziny albo rocznicę. Znacie ten problem? Żeby nie było przaśnie, ale żeby nie wciskać teścia w garnitur. No i jedzenie musi być dobre. Mamy trochę miejsc na oku, do których nie udało nam się jeszcze wybrać. Jest też kilka adresów dumnie polecanych na blogu opisanych - m.in Schabowy (link). W Lokalnej Atrakcji Stolicy już raz byliśmy i wyszliśmy lekko oszołomieni jakością i wykonaniem. Dlatego to miejsce przyszło nam do głowy, kiedy na mniej nudną, a ciągle smaczną kuchnię polską mieliśmy kogoś zaprosić. Wyszło, oj wyszło bardzo dobrze!

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Tatar

Z SZEFEM KUCHNI W LESIE

LAS miał podczas pandemii trudniejsze chwile. Wpierw zamknięty, chwilę zajęło ekipie z Solca przearanżowanie się na wynos, pieczenie własnego chleba i wędzenie wędlin. Z batalii tej wyszli silniejsi i smaczniejsi, a nie każdemu się to udało! Od lata w składzie na kuchni zaszła też zmiana, Annę Klajmon zastąpił Marcin Molik, szef którego mieliśmy okazję poznać osobiście w nieistniejącej już restauracji Projekt 44 (link).  Już tam zachwycaliśmy się smakami i daniami, a od tego czasu mam wrażenie że jest tylko lepiej!

Dzięki tej zamianie ta "leśna", tradycyjna kuchnia polska zyskała na trochę szerszej perspektywie i kilku składnikach kuchni azjatyckiej, którą obecny chef najwyraźniej musi lubić ;). To podejście do kuchni fusion jest podobne jak we wspomnianym Projekcie, ale póki co nie przeważa nad polską kuchnią naszych babć, jaką pokazał nam LAS przy pierwszej wizycie. Ten balans jest tu bardzo ważny, żeby za daleko z Polski nie uciec i nie stać się kolejną restauracją mieszającą smaki z całego świata gdzie popadnie. Z tych tradycyjnych smaków i składników LAS zrobił swoją wizytówkę i szkoda by było teraz zmieniać front, a póki co na Solcu się to udaje i cała ta kombinacja wydaje się to być właśnie efektem przemyślanej kalkulacji.

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Kluski śląskie

WĘDZENIE, MIELENIE ŚCIERANIE

Na start zamawiamy wszystkie przystawki dostępne w menu. To zawsze moment, w którym widać czy wszystkie składniki danego dnia są dostępne, a po szybkości wydawki i jej wyglądzie można wnioskować czy trafiamy na dobry dzień w lokalu ;). Kiedy jesteśmy gdzieś pierwszy raz, to już szybki ogląd przystawek daje spore pojęcie czy w ogóle będzie smacznie. LAS tę fazę przechodzi bezbłędnie.

Tatar wołowy (32 pln) to bardzo intensywne, mocno klejące się mięso podawane z wędzonym żółtkiem, marynowaną cebulką i majonezem lubczykowym. Ja jestem z tych co nie lubią już gotowego wymieszanego tatara na talerzu, właśnie ze względu na smak samego mięsa - te tutaj należy do jednych z moich ulubionych. Każda składowa tej przystawki jest dość mocna w smaku, a mimo to mięso nie ginie i czuć je wyraźnie przy każdym kęsie. O to właśnie chodzi.

Podobnie dobrze wypada drugi tatar, tym razem z pstrąga (32 pln) podawanego z aioli, ogórkiem, cebulką. Oprócz tego że "rybka lubi pływać", co wiadomo od zarania dziejów, to ryby kochają te kwaśne smaki, których w tej przystawce nie brakuje. Jestem ciekaw, jak wyglądałoby ceviche w wykonaniu LASu, gdyby tak jeszcze bardziej wykręcić to, co tu z rybą zrobiono. W klimacie ryb, w przystawkach był jeszcze śledź w wiśniówce (28 pln), pokaźny filecik podawany z kwaśną konfiturą z wiśni i sałatką ziemniaczaną. Kolejna porządna i konkretna w smaku pozycja, ta rybka to jednak lubi pływać ;).

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Podpłomyk

Doniczka warzyw (18 pln) to najmniej ciekawa przystawka składającą się z surowych warzyw i hummusu z ziemią oliwkową. Trzymająca poziom całej knajpy, głównie za nazewnictwo i sposób podania, choć ziemia oliwkowa ma też sporo do gadania. Niemniej nie ma co się tu więcej nad doniczką rozwodzić. Zupełnie inaczej jest z podpłomykiem z wędzonym pstrągiem (28 pln). Ile tu się dzieje na talerzu!

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Śledź

Są kurki, twaróg, pasta jajeczna z tytułową rybą wszystko przysypane tartym cheddarem i dymką. Na boku leży w sporej ilości rukola zupełnie tu niepotrzebna, będąca swojego rodzaju emblematem tej "restauracyjnej szkoły kulinarnej" jaką widujemy w knajpach w Polsce. W ogóle nie zwracamy na nią uwagi, bo smak i prezentacja podpłomyka same z siebie robią duże wrażenie. Podpłomyk jest dość wyrośnięty, zapewniając stabilną bazę dla mieszających się z sobą smaków wszystkich dodatków. Bardziej niż rybę czuć to po prostu posmak wędzenia, przenikający i łączący wszystkie pozostałe składniki. Jeśli macie wybrać jedną przystawkę z LASu, bierzcie podpłomyk!

PIPKI, BRYZOLE I INNE TRUDNE SŁOWA

Patrząc na listę dań głównych wracamy myślami znów do tradycyjnej kuchni polskiej i jak mało o niej wiemy ;). Przy stole rozpoczyna się dyskusja o bryzolach, dewolajach i pipkach - co i kiedy było na półkach dostępne, co dało się zamówić "spod lady", a co jadło się na wsiach i do miasta trafiało tylko kiedy ktoś wrócił z rodzinnego domu po wakacjach. Jednocześnie obok klusek śląskich (są pyszne, zamawialiśmy je poprzednio - link) znajduje się w menu np. fish & chips. Ślad, że jednak oprócz polskich dostaniemy tu też zagraniczne smaki.

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Bryzol

Bryzol wołowy (52 pln), gdybyście się zastanawiali, to lekko rozklepany gruby kawałek mięsa podawany z duszoną cebulką i pieczarkami. Pozycja zupełnie przez nas nieznana, bo wychowani byliśmy jednak na schabowych! Proste, konkretne i bardzo smaczne danie właśnie ze względu na dobrej jakości mięso - o czym już wspominaliśmy przy tatarze, jest też zachowawcze i nie ma tu specjalnych fajerwerków, chociaż nie wiem co tu nawet można pokombinować, trzeba się tym mięsem po prostu cieszyć. To samo w przypadku kotleta de volaille (39 pln) z ziemniaczkami i ogórkiem w słodkiej śmietanie. Spora porcja kotleta w przyjemnie chrupiącej panierce, z delikatnym masłem lawendowym odświeżającym smak.

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

De Volaille

Dalej w dania główne jest ciągle ten sam, wysoki poziom, niezależnie od pozycji którą próbujemy. Placek ziemniaczany z ragout z jelenia (42 pln) z kwaśną śmietaną i ścieranym serem bursztyn jest jednocześnie słony, kwaśny i momentami wręcz słodki od mięsa. Przy tym placek w punkt chrupie i nie jest zbyt tłusty, co przy takich smażonych daniach często się nie udaje. Pierogi z kaczką z masłem majerankowym (36 pln) i podsmażanym czosnkiem to kolejna pyszna pozycja ze świetnie zrobionym mięsem. Ciasto w pierogach jest cienkie i pełni wyłącznie funkcję utrzymania w ryzach farszu, który w połączeniu ze smakowym masłem po prostu rozpuszcza się na języku. Pisząc recenzję zajrzałem do menu LASu i niestety ta pozycja została zamieniona na sezonowe kurki - z pewnością smaczne ale mamy cichą nadzieję że kaczka w pierogach wróci do karty.

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Pierogi

Gęsie pipki (34 pln), czyli gęsie żołądki w koreańskiej paście gochujang z pak choi i ryżem zrobiły na nas największe wrażenie ze wszystkich głównych dań. My jesteśmy dobrze zaznajomieni ze smakiem papryki gochugaru, ale nasi rodzice, próbujący pierwszy raz tych smaków, również byli bardzo pozytywnie zaskoczeni. Świetny balans smaków przegryzał się z podrobami, całość idealnie do siebie pasowała, a na pochwałę zasługuje też naprawdę świetnie zrobiony ryż.

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Gęsie pipki

JOGURT ZACZAROWANY ZAPAROWANY

Formalnością już będzie napisanie, że desery również bardzo nam smakowały. Pistacjowy creme brulee (15 pln) to taka najbardziej klasyczna pozycja, mimo że złamana pastą pistacjową i właśnie głównie pistacjami smakująca. Ganache czekoladowe (22 pln) to spora porcja gęstej i mokrej czekolady wzmacnianej solą morską, z dodatkiem bardzo mocno zmrożonych, kwaśnych lodów porzeczkowych. Największe wrażenie zrobił na nas jogurt parowany (21 pln). Długo myśleliśmy nad tym deserem i dodatkowo dopytywaliśmy co i jak obsługi. Ta pozycja to najprawdopodobniej lekko kwaskowaty jogurt grecki, mocno napowietrzany do otrzymania konsystencji delikatnej pianki, podobnej, ale bardziej zbitej niż bita śmietana. Do tego dodatek kwaśnej marakui i pokruszonej bezy - poezja!

Do LASu nie tylko na grzyby - Lokalna Atrakcja Stolicy - Recenzja!

Jogurt parowany

Z LASu wychodzimy bardzo zadowoleni, ponownie, a nawet bardziej niż za pierwszym razem, oby tak dalej!

Lokalna Atrakcja Stolicy - Solec 44, Warszawa

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: