La Ban – to nie kraj na średnią kuchnię

przez Kuba

Sobotnia wizyta w La Bàn to był prawdziwy rollercoaster wrażeń. Niestety była to też przejażdżka, do której nieprędko wrócimy. 😔

Sam lokal robi w porządku pierwsze wrażenie a na bardzo duży plus jest karta z podziałem na regiony Wietnamu (północ, środek, południe). Do tej pory niewiele mieliśmy styczności z różnicami pomiędzy regionami, a i w wielu wietnamskich knajpach w stolicy nie jest wyróżnione skąd pochodzi danie. Obsługa życzliwa i miła szybko pomogła nam ogarnąć nasze zamówienie, na stół wjechały duże i smaczne koktajle (polecamy!).

La Ban - to nie kraj na średnią kuchnięWSIADAMY NA ROLLERCOASTER

A jak jedzenie? Pho z południa (32 pln) było fajne, lekkie i trochę słodkawe, tak jak je kojarzymy. Szkoda, że bez klopsików bo to już by dodawało sporo do tej jak by nie patrzeć prostej zupy. Niestety makaron był mocno rozgotowany (już przed sesją zdjęciową dań) co zabierało sporo pozytywnych wrażeń. Był za to smaczne smażone "paluchy" 🙂 Spring rolle dobre (21/24 pln), mocno zwinięte, smaczne, choć sos który pani kelnerka zachwalała (pikantny/orzechowy) okazał się słodko-kwaśną mieszanką posypaną fistaszkami i bez smaku orzechowego.

La Ban - to nie kraj na średnią kuchnię
Van Than (28 pln) było daniem poprawnym, pierożki były całkiem spoczko, ale ilość bulionu robiła z tego zupę z wontonami, a te ostatnie gubiły się pośród nawrzucanych warzyw. Za to sałatka z lotosem (Nom Ngo Sen - 13/20 pln) była super. Chrupka, kwaśno-pikantna i jednocześnie mocno odświeżająca - zdecydowanie najlepsze danie.

La Ban - to nie kraj na średnią kuchnię
Niestety po sałatce następował tak zwany "zjazd" a danie opisane w menu jako "hit" był raczej flopem. Pho Chien Phong (29 pln) to smażone "poduszeczki" z ciasta ryżowego, "idealne do maczania w wyrazistym, pieprznym sosie". Tak to przynajmniej było opisane i o ile poduszeczki były fajne i chętnie ten sos ssały, o tyle cała reszta była niewyraźna, ciemna, zupełnie bez smaku i polotu. Do tego nawrzucanie brokuła, pieczarek, pak choi, selera i wołowiny sprawiała wrażenie zagęszczanej gotowej mieszanki warzyw z mięsem. Nie o takie azjatyckie jedzenie walczymy tu na blogu i to pierwsza od dawna porcja nijakiego jedzenia, jakiej nie dojedliśmy.

PIERWSZE OD DAWNA NIEDOJEDZONE DANIE :(

La Ban - to nie kraj na średnią kuchnię
Wychodząc z lokalu, mając jakieś "ale" prawie do każdej pozycji z menu, doszliśmy do wniosku, że w Warszawie nie ma tyle miejsca na słabą kuchnię wietnamską. mamy tu trochę lokali robiących dobrą robotę. Mamy też kilka absolutnych sztosów, do których jeździ się na specjale, weekendowe menu i jakie się poleca znajomym. Lokal z Kruczej póki co na takie miano nie zasługuje.

Na koniec errata, gdyby ktoś pomyłki chciał wytknąć. Nie jesteśmy specjalistami w "autentycz ności" kuchni wietnamskiej. Wiemy co do tej pory jedliśmy, co nam smakowało i jak to smakowało. Nie jest to też nasze pierwsze kryterium wyboru czy oceny lokalu. Wszystko co wychodzi z kuchni jest interpretacją kucharzy bazując na ich doświadczeniach, opakowane w opisy i marketing i do tego zawsze się odnosimy.

Szkoda że to co wychodzi z kuchni La Bàn było po prostu mocno średnie.

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: