Recenzja Trattoria Oro di Napoli – Włoch zagubiony w Polsce

przez Kuba

Łatwo się pisze o miejscach cudownych. Gdzie dobry jakościowo składnik spotyka się z szefem kuchni, lub zwykłym pasjonatem, o złotych dłoniach i umyśle geniusza. Kiedy z kuchni wychodzą rarytasy które wyglądają i smakują jak dzieła sztuki. Z drugiej strony łatwo też się pisze o miejscach słabych bo Polacy to mistrzowie czepialstwa i narzekania. A jeszcze jak gdzieś znajdziemy przysłowiowy (bądź fizyczny) włos, to już sucha nitka z recenzji nie zostanie. Tak chętnie te jedynki na profilach wystawiamy, że aż sam Zuckerberg je z fejsbuka zlikwidował ;)

A co zrobić kiedy jedno miejsce zabiera mnie z jednej skrajności w drugą?

Lasagne

POLSKIE LITTLE ITALY

W anno domini 2018 polskiej gastronomii i foodie blogów dużo mówi się o autentyczności kuchni. Głownie przez pryzmat kuchni azjatyckiej gdzie kiedyś trudno było o składnik. Gdzie smaki były bardzo obce kulturowo i polskie języki nieprzystosowane były do tych uderzeń gorąca z chili, słonych sosów sojowych, aromatów sosów rybnych i kwasoty limonek i trawy cytrynowej.

Szybko jednak przyjezdni przedsiębiorcy przerabiali swoją kuchnię tak, żeby do gustów się dostosować a trudne i drogie składniki zamieniać na te dostępne na miejscu. W jakiś sposób ten swoisty folklor się zadomowił i został w kraju nad Wisłą. Mam wrażenie, może mylnie, że w innych krajach łatwiej było imigrantom swoją kulturowość zachować. Nowy Jork do tej pory ma swoje sławne Chinatown czy Little Italy. No i jasne, że u nas jest Bakalarska albo Wólka Kosowska, ale jakoś nie widzę zbyt dużo włoskich dzielnic w Warszawie ;)

Bez zagłębiania się w historię napiszę jeszcze tylko, że gdzieś to „przerabiane” jedzenie z nami zostało i nie chcę go przesadnie hejtować – w końcu każdy ma prawo na taki biznes jaki chce i rynek będzie to weryfikować, czy mi się to podoba czy nie.

NIE UPRZEDZAJMY FAKTÓW...

Tagliatelle prosciutto e rucola

Bo z takim nastawieniem dopiero wyszedłem z Trattoria Oro di Napoli. Ta niepozorna knajpa znajduje się na trasie wylotowej z Warszawy, dokładnie w Łomiankach przy ul. Kolejowej. Z zewnątrz nie zwraca na siebie uwagi i gdyby nie polecenie znajomych to bym tu prawdopodobnie nie trafił. Jednak ta cecha przekuta jest w sukces przez prowadzącego Trattorię Włocha. Jest domowo, goście przychodzą całymi rodzinami, a drzwi co chwilę otwierają się i wychodzi przez nie zadowolony klient z pizzą.

Z rzeczy technicznych to po pierwsze, tak mają piec opalany drewnem z prawdziwego zdarzenia, podają makarony a w menu jest też sporo owoców morza (w tym typowo polskich ryb). Tutaj zaczyna się to rozstrojenie, bo z jednej strony wystrój przypomina bary mleczne z późnych lat 90-tych. Z drugiej strony mamy tu dużo prawdziwie włoskiej oliwy, roznoszący się zapach rosnącego ciasta, a w rogu lokalu stoi paleta worków z mąką i ogromnych puszek sosu pomidorowego. Nie wszystkim się tu spodoba – ja byłem mocno zmieszany. Lubię jak miejsca przejmują charakter właściciela lub mają tematyczny zamysł, ale tutaj jest tak trochę nieprzemyślanie i mimochodem.

DLA JEDZENIA TU PRZYSZLIŚMY

Wieć zajmijmy się jedzeniem. Zamówiliśmy dwie różne pizze i dwa różne makarony. Znów podział, znów skrajnie. Lasagna (30 pln) jest zapiekana i podana w fajnym żaroodpornym naczyniu. Porcja duża, sycąca i nie oszczędzają ani na mięsie, ani na serze, ani na makaronie. Nie jest to najlepsza lasagna jaką jadłem, wyszła przeciętnie, może trochę by ten sos pomidorowy podkręcić? Chociaż powiedzmy sobie szczerze, to było takie domowe danie. Do tego tagliatelle prosciutto e rucola (30 pln). Mało składników - trochę za dużo tej rukoli. Oryginalny sposób podania bo jeszcze takiego na talerzu nie widziałem ;) No nie wygląda to, a smakuje – podobnie przeciętnie jak lasagna.

Margharita weszła jak złoto!

PRAWDZIWE ZŁOTO

Po drugiej stronie stołu odnajdujemy klejnoty w koronie Oro di Napoli – Pizza! Zamawiamy również dwie sztuki, klasyczną i podkręconą Margheritę DOP (22 pln) z sosem pomidorowym, bazylią i mozarellą di bufala, oraz klasyczną Prosciutto Crudo (28 pln) z tym samym sosem, normalną mozzarellą, prosciutto crudo i rukolą. Ta druga pizza to chyba najczęściej zamawiany przez Anetę placek :)

Obie, jak sugeruje nazwa trattorii, są robione w stylu neapolitańskim. Do tego, jak wspomniałem, prawilnie w piecu opalanym drewnem. Ciasto jest zrobione idealnie, nie czuć drożdżami, środek jest miękki, brzegi potężne. Mogłyby być trochę bardziej napuszone ale i tak pizzy daję solidne 10/10. Myślę, że spokojnie można tu konkurować z najlepszymi w Warszawie, a nawet pokusiłbym się o jakieś porównanie z Poznańską Frontierą... Ponoć we Wrocławiu dają najlepsze placki a’la Napoli ale w chwili pisania tekstu jeszcze nie zdążyłem się przekonać.

Desery również zamawiamy dwa. Tiramisu (15 pln) i domowo robione cannoli (15 pln). Pierwsze bardzo smaczne, nie oszukują i robią jak włoska babcia przykazała na mascarpone i z jajek a to zawsze na plus. Do tego nie tak mocno kawowe i nie przesłodzone więc same plusy. Cannoli to rzadsza pozycja w knajpach, aczkolwiek w cukierniach zdarza się spotkać. Poziomem nie odstawały tiramisu a jedyne czepialstwo jakie mamy to temperatura. Jak dowiedzieliśmy się od naszej kelnerki, farsz z ricotty jest trzymany w zamrażarce a tuż przed podaniem nabijany w rurki. Sprawia to, że całość jest dość zimna. Przetrzymanie chwilę przed podaniem odtaja ser i mogą się tu ustawiać kolejki!

Tiramisu z górnej warszawskiej półki

Pozytywnie zaskakujące cannoli

HAWAJSKA Z JAKIM SOSEM?

Cały czas nie wiem jak tu ładnie spiąć tę recenzję... Bo menu jest zdecydowanie za długie i mało włoskie. Bo podają hawajską, co do której nigdy nie dojdę kto wymyślił ten „twór”. Bo na stronie z pizzami można sobie domówić sosu... Jedni powiedzą że się czepiam tego ananasa, tych sosów, ale przeglądając ofertę stwierdzam, że w codzienności pracy gdzieś te Włochy się tu zgubiły.

Widać, że tu potrafią we włoskie jedzenie, ale to chyba my, klienci, nie dorośliśmy do prostoty włoskiej kuchni i wymusiliśmy jej spolszczenie. Z kolei za bardzo na kuchni uwierzono w maksymę „klient ma zawsze rację”. Bo nie zawsze i nie wszędzie. Oczywiście polecamy Wam tu zjeść, tylko czytajcie uważnie i między wierszami. A za Trattoria Oro di Napoli trzymamy mocno kciuki.

Za powrót do korzeni :)

Trattoria Oro di Napoli – Kolejowa 144, Łomianki

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej