Bibenda

przez Kuba

BIBENDA NA PIERWSZY RZUT OKA

Jest pewien "feeling", atmosfera lokali, dzięki której czuć czy czeka nas dobry czy zły posiłek. Miła od wejścia obsługa, skupieni i krzątający się po otwartej kuchni kucharze. Aromaty unoszące się znad garnków, patelni i talerzy. A przede wszystkim goście. Uśmiechnięte twarze i ręce wywijające widelcami. Stukające o siebie kieliszki, dźwięki przekazywanych sobie talerzy i stukających noży o zastawę. Puste, a wręcz oblizane talerze i gwar rozmów. Zamknijcie oczy i wyobraźcie to sobie. Widzicie to? Już wiadomo, że będzie dobrze :)

CO ZJECIE W BIBENDZIE?

Bibenda

Mijając próg lokalu wpadamy bezpośrednio na bar, bo Bibenda nie przyjmuje rezerwacji (więcej info na ich stronie), więc jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie tutaj będziecie musieli trochę poczekać, zajadając chleb, oliwki i przebierając kartę z napojami i daniami. Cała restauracja to dla mnie takie luźne i przyjemne smart casual, tak mi się to przynajmniej w głowie układa. Jest to jednak restauracja, a mimo to ma być luźno i codziennie i wesoło. Nadal w tym pozornym nieładzie i rozluźnieniu widać zamysł i plan i właśnie te delikatne balansowanie w tym smart casual mi się podoba.

No nie przyszliście tu na tę recenzję słuchać jak się rozwodzę o dreskodach, tylko co w tej Bibendzie można zjeść? Menu jest podzielone na zimne/ciepłe/słodkie, co jest proste i bardzo intuicyjne, jednocześnie nie forsując startu od przystawek a końcu na deserach. Z założenia można zamawiać co się chce, kiedy się chce i końca po prostu nie widać!

Spośród całkiem obszernego menu, to grupa dań ciepłych najbardziej nas zainteresowała. Ciężko też wybrać faworytów bo praktycznie każde danie zachwycało i wykonaniem, a przede wszystkim smakiem i kombinacjami składników. No właśnie, bo o ile można mówić o prostych składnikach, to ich mieszanie to jest mistrzostwo świata!

Bibenda

Karmelizowane pory i szalotki w sosie na śmietanie, miso, anchois (28 pln) to genialnie przygotowane warzywa gdzieś pomiędzy oporem a rozpływającą się delikatnością, podbitą mocno słonym sosem. Chrupiące brukselki z grzankami, w dipie przypominającym ten z klasycznej sałatki cezar (21 pln) z kandyzowanymi orzechami włoskimi to jest mistrzostwo świata. To danie podajemy przede wszystkim osobom, które nie lubią brukselek, żeby te danie odczarować po latach domowego, PRL-owskiego rozgotowywania tej małej kapustki. Przegrillowane aż do miejscowego przypieczenia, mocno al-dente i z intensywną nutą musztardy/gorczycy (?). Boskie!

Bibenda

Nie mniejsze wrażenie zrobiła na nas pieczona dynia z mocno chrzanowym kozim jogurtem (33 pln), miodem z czosnkiem i pecorino. Chociaż domowo sporo tej dyni jemy i sama z siebie niekoniecznie szokuje smakiem, dużo dodał jej właśnie jogurt.

W BIBENDZIE SĄ TYLKO DANIA PYSZNE I GENIALNE

Bibenda

A na koniec dwa dania z dwóch stron skali wszystkich dań. Najnudniejszy dla nas był smażony kalafior z miętowo-koperkowym kefirem, rodzynkami i bułką tartą (38 pln). Porcja kolosalna, bo połówka główki i znów mega podkręcona miksem zarówno koperku, mięty i genialnych w tym miejscu rodzynek. Może to po prostu kwestia głównego składnika - kalafiora? Tak czy inaczej, żebyście mnie dobrze zrozumieli, to nadal danie pyszne. Bo w Bibendzie nie ma słabych dań, są tylko pyszne i genialnie. No i właśnie ostatnie pozycje musiały powstać w przypływie nieziemskiego geniuszu.

Bibenda

Czerwona kapusta z włoskim, dojrzewającym serem Taleggio, miodem z ndują i kandyzowanymi orzechami włoskimi (36 pln). O boże jak to dobrze smakuje! Tutaj wszystko tak do siebie pasuje, przenika i tworzy nowe połączenia neuronów w mózgu, żeby tylko doświadczać warstwę na warstwie smaku. To też kolejny przykład, jak dobrze smakuje miód z ndują (podobne cudo zjecie na placku w Pizzaiolo) i ta kombinacja wpada do mojego ścisłego TOP wszechczasów. No piękne to danie jest i zamawiajcie póki są składniki i produkty.

Całość wieńczą kluski z palonym masłem z dashi, w intensywnym i gęstym sosie grzybowym ( 29 pln). Nic tak dobrze nie smakuje jak porządne kluchy! I znowu sos tu jest nie bez znaczenia. To niby proste polskie danie, bo komu w domu mama czy babcia nie przygotowywała klusek. Te w Bibendzie wprawią w zazdrosne zakłopotanie niejedną żywicielkę. Pysznie, och i ach!

Bibenda

SKŁADNIKI I PRODUKTY TO RZECZ ŚWIĘTA

Jednym z powodów, dlaczego w Bibendzie tak wszystko dobrze gra i smakuje, to składniki. Bez tego żadna powyższa kombinacja nie wykręcałaby zmysłów aż tak. To te pierwsze fundamenty, żeby móc sobie pozwolić na robienie takich szaleństw jak to co zjedliśmy.

W Bibendzie kładzie się na składniki bardzo duży nacisk i widać to nie tylko po daniach, ale też po tym jak skrupulatnie wypisane są w menu. Co, od kogo i skąd - żeby każdy mógł sobie sprawdzić, skąd te dobrodziejstwa pochodzą. Na takim budulcu można pracować i rzeczywiście Bibenda robi swoją robotę rewelacyjnie. Dlatego na koniec tylko mała anegdotka z naszej wizyty.

Kiedy przy zamówieniu Ewa spytała czy napar można zrobić mniej słodkim, dowiedzieliśmy się, że ta grupa napojów jest przygotowywana codziennie rano i trwa to około 4h(!).

No to ja nam wszystkim życzę, żebyśmy tylko w tak przemyślanych, fajnych i przede wszystkim pysznych miejscach jadali. Zawsze! Dzięki Bibenda!

Bibenda - Nowogrodzka 10, Warszawa

 

 

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: