Restauracja chińska Mao

przez Ewa

Czy przysłowiowy „chińczyk” już zawsze będzie nam się kojarzył z szybkim obiadem na wynos w styropianowym pudełku? Restauracja Chińska Mao postanowiła przełamać ten stereotyp i zaoferowała nam kuchnię na naprawdę wysokim poziomie.

Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie w Warszawie (i myślę, że gdzie indziej też) króluje tajskie żarcie. Ja sama jestem zakochana w tej kuchni ale miło czasem pokusić się o odrobinę inny smak, choć równie orientalny.

MOJE OGÓLNE WRAŻENIE? DOPIESZCZONY KLIENT

I nie chodzi mi tylko o jedzenie. O tym więcej napiszę za chwilę. Chodzi mi o idealnie dopasowany poziom zainteresowania klientem ze strony obsługi restauracji. Widziałam i czułam, że kelnerzy są w pobliżu, co jakiś czas podchodzą zapytać czy wszystko ok. Nie czuć było jednak takiego nadmiernego spoufalania się z klientem. Nie to żebym była jakimś gburem, który nie chce się do nikogo odzywać 😉 ale też doświadczyłam sytuacji, kiedy polityka lokali wręcz nakazuje aby kelnerzy od razu zwracali się do klienta per Ty lub sobie siadali obok Ciebie przy stoliku jak gdybyście znali się od lat. Ja tego nie lubię.

Na dzień dobry otrzymaliśmy malutkie filiżanki z herbatą. Świetny start, zwłaszcza jak wchodzi się zmarzniętym prosto z ulicy. Niby mały szczegół, ale zawsze przyjemny.

Potem przyszła do nas Pani oferująca ich autorskie drinki. Poza samym wymyśleniem trunków, restauracja i pracownicy zadbali o cała otoczkę wokół ich serwowania. Każdy drink nazwany jest innym, chińskim znakiem zodiaku. Ponadto, dostaliśmy całą książkę z opisem głównych cech charakteru dla każdego znaku zodiaku. Jak się okazało jestem WĘŻEM. Takiego też drinka zmówiłam i ku mojemu zaskoczeniu idealnie wpasował się w mój gust. Coś w tej astrologii musi być! 😉

Wąż

Wąż

 Taka drobnostka sprawiła, że zamawianie i próbowanie drinków okazało się fajną zabawą ze znajomymi przy stole. Dzięki temu też czekanie na przystawki zleciało szybko i w miłej atmosferze.

Restauracja chińska Mao

Drink Tygrys

W karcie możemy znaleźć dania i przystawki z podziałem na 4 wersje cenowe. 10 zł – małe przystawki, które idealnie pasują do dzielenia się ze znajomymi. 22 zł – pierożki na parze, 25 zł – zupy oraz 34 zł – dania główne.

Z jednej strony jest to bardzo wygodne rozwiązanie, problem pojawia się jednak przy daniach głównych. Nie wszystkie, według mnie są warte tej ceny. Mimo wszystko, do jednego przedziału cenowego nie zaliczałabym kurczaka i kaczki.

Zdecydowaliśmy się zamówić kilka przystawek do wspólnego pojadania oraz po jednym daniu głównym.

PRZYSTAWKI - REWELACJA!

Sama idea dzielenia się jedzeniem przy wspólnym stole jest czymś co lubię. Do tego Mao może pochwalić się niezwykłą zdolnością do przyrządzania tych małych miseczek pyszności.

Spróbowaliśmy ogórka marynowanego z imbirem, czosnkiem i olejem sezamowym, orzechy smażone, poliki wołowe, Spring rollsy z rostbefem oraz Pak choi z boczniakiem.

Ogórek serwowanym był w lekko pikantnej zalewie, z imbirem oraz olejem sezamowym. Niby proste składniki ale ich połączenie daje smakowity efekt.

Ogórek marynowany z imbirem i olejem sezamowym

Ogórek marynowany z imbirem i olejem sezamowym

Orzechy smażone również świetnie nadawały się do dzielenia. Choć przyznam, że nabieranie ich pałeczkami to nie lada wyzwanie 😊

Jednak spośród wszystkich przystawek bezkonkurencyjnie wygrały poliki wołowe z imbirem i orientalnym sosem. Mięso było delikatne i miękkie. Rozpływały się w ustach. Sos, lekko słodkawy, z orientalną nutą. Coś pysznego!

Polik wołowy

Polik wołowy

MIMO ŻE PRZYSTAWKI NAS NASYCIŁY, NIE MOGLIŚMY ODMÓWIĆ DAŃ GŁÓWNYCH

Na wstępie muszę zaznaczyć, że dania główne w teorii nie różnią się specjalnie składem od tych oferowanych w małych osiedlowych restauracjach. Jednak ich jakość i wykonanie prezentuje się trochę lepiej. Ja postawiłam na kurczaka z cytryną i kurkumą. Porcja nie była zbyt duża. Szczerze mówiąc była do zaledwie mała miseczka mięsa z sosem. Do tego miska ryżu i surówka z kapusty. Mimo tego, że danie było smaczne, miałam poczucie, że sporo przepłaciłam. To tylko kurczak i w dodatku w niezbyt wielkiej ilości.

Kurczak cytrynowy

Kurczak cytrynowy

Aneta jak zwykle postawiła na kaczkę. Tym razem, skoro jesteśmy w chińskiej knajpie, koniecznie kaczka po pekińsku. Kaczka została podana w trzypiętrowym bambusowym naczyniu. W pierwszym znajdowały się placki, w drugim warzywa, a w trzecim kaczka. Samo składanie tego dania już jest ciekawą odmianą serwowania posiłków, a podobno posiłki jedzone rękami smakuje najlepiej. 😊

Kaczka po pekińsku

Kaczka po pekińsku

Kuba postawił na klasykę i zamówił wołowinę po syczuańsku. Niestety to danie mnie nie powaliło na kolana. Choć wykonanie poprawne, składniki dobrej jakości, to jednak sam smak oklepany i nie wyróżnił się specjalnie.

NA KONIEC DESER...

Sernik z matchą. Początkowo podchodziłam do niego trochę sceptycznie. Prawdę mówiąc, nie lubie matchy, na szczęście jej smak nie dominował w serniku a jedynie dawał lekki posmak. Sam sernik był bardzo kremowy i maślany. Wyczuwalna była też biała czekolada.

Sernik z matchą

Sernik z matchą

Ogólne wrażenie z restauracji jest pozytywne. Choć nie polecam go tylko na dania główne (wyjście typu obiad/kolacja). Porcje są stosunkowo małe, a smaki też nie wniosą nam niczego nowego z zakresu kuchni chińskiej. Zupełnie przeciwnie prezentują się przystawki i drinki. Naprawdę watro zajrzeć do Mao, żeby ich spróbować. Najlepiej wybrać się grupą i celebrować dzielenie się jedzeniem przy wspólnym stole.

Przeczytaj również

2 komentarze

LiliEss 20 marca 2018 - 09:58

Jak to jest ze czasem chińskie lepiej smakuje w Warszawie niż w Pekinie :) ale generalnie ja uwielbiam azjatycka kuchnie, choć czasem bywa piekielna kiedyś mało mnie nie zabiła sałatka z pieczoną kaczka z Singaporskiego Street Fooda

Reply
Magda M. blog 20 marca 2018 - 10:15

O, w sam raz z rana, na śniadanie! A poważnie, mega smakowicie to wszystko wygląda, szczególnie jak się lubi kuchnię chińską :)

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej