Życie to Pierogi – Skamiejka recenzja

przez Kuba

Są kierunki na mapie świata którymi się strasznie jaramy, kiedyś (a może nadal?) była to Tajlandia, teraz sąsiedni Wietnam. Od lat mnóstwo ludzi wyjeżdża do Stanów, Europy czy Azji. Przez lata zmieniają się tylko kraje na mniej znane i niedotknięte turystycznym sandałem. Korea, Kambodża, Etiopia, Boliwia.

Są jednak takie rejony o których nie myślimy „w pierwszej kolejności”, chociaż kiedy widzę nagłówki postów na fejsbuku albo zdjęcia u znajomych przychodzi mi do głowy – kurde fajnie by było tam pojechać :) Do takich miejsc dla mnie należy Gruzja, Rosja ze swoją koleją Transsyberyjską, dalekie ukraińskie stepy albo Kazachstan.

PODOBNIE JEST Z KUCHNIĄ

Tym bardziej jest to adekwatne do kuchni. Zajadamy się ramenami, pho, stekami czy sushi i nie podniecają nas tak bardzo już zupa czy pierogi. Podobnie mam z jedzeniem regionalnym zza naszej wschodniej granicy. Czy to kuchnia ukraińska, rosyjska czy ogólnie mówiąc bliskowschodnia – mają mnóstwo do zaoferowania i należy z tego korzystać. Dlatego przedstawiam wam Skamiejkę :)

Gęściutkie i tłuściutkie Charczo

Zatrzymując się jeszcze na chwilę z poprzednim akapitem. Jest tak, że uciekamy od tego co znane bo często po prostu nam się nudzi. A jednak każdy powrót z wyjazdu do domu witam z myślą „jestem u siebie”, a w każdy świąteczny obiad zajadam się podsmażanymi pierogami ;) Podobną nostalgię przywołuje też Skamiejka. Lokal umiejscowiony w starej kamienicy w najbardziej znanej ulicy warszawskiej Pragi – Ząbkowskiej numer 37. W zależności od Twojej kategorii wiekowej (nie będę pytać o szczegóły), zaraz po wejściu do środka poczujesz się jak w mieszkaniu swoich rodziców bądź dziadków.

Każdy mebel, czy to krzesło, kanapa, stół czy bar przywołuje w myślach lata 50-te, 60-te, również takie które widzieliście w polskich filmach lub serialach. Jedni powiedzą – słabo, a dla mnie to właśnie te skupienie na detalu, pomysł i wykonanie które tak cenie w autorskich lokalach. I właśnie wystrój pełen falbanek, matrioszek, samowarów, ruskiego standardu  :)  i muzyki puszczanej z gramofonu (!) tak przyjemnie pomaga konsumować te wszystkie dobroci pod okiem właścicielki, Pani Tamary.

ZANURZAMY SIĘ W TYM ŚWIECIE

Pielmieni

Kiedy tylko zamawiamy przystawkę i napoje. Mocno ubolewam nad tym, że Aneta i Ewa nie chciały zjeść ze mną śledzi, zostawię to sobie na nastepny raz pod coś mocniejszego. Tymczasem zamawiamy przekąskę do piwa (8pln) i dostajemy też czekadełko w postaci chleba z musztardą. Kompot (5pln) który Aneta zamawia jest żywcem wyjęty z mojej głowy i wspomnień z przedszkola. Różni go tylko ozdobny kieliszek. W ramach przekąski jemy kiszone ogórki, co do których jestem nieobiektywny bo oczywiście moi rodzice robią najlepsze kiszoniaki na tej półkuli, oraz kawałki słoniny. Fajna, idealna wręcz do piwa lub do kwasu chlebowego który piłem, chociaż zostanę zakochany w miękkim i rozpływającym się jak masło sało które jadłem w Lwowie.

PS: Uważajcie na tę musztardę w czekadełku, najostrzejsza rzecz jaką kiedykolwiek jadłem!

Nasz pierwszy raz z Solanką

Rozochoceni i nakręceni pozytywnie zabieramy się za zupy - Solankę (14 pln) i Charczo (14 pln). Pierwsza to bardzo specyficzna, słono-kwaśna zupa z mięsem wołowo-wieprzowym, ogórkami kiszonymi złamana oliwkami i kaparami. Tłuściutka, a jak wiadomo „tłuszcz jest nośnikiem smaku” więc w każdym pływającym oczku było go całe mnóstwo. Dość klarowny bulion, duża liczba dodatków i naprawdę niebo w gębie.

Druga zupa to rzecz na kaca jeszcze lepsza niż ramen ;) Duża ilość mielonego mięsa wołowego z ryżem, do tego dodatek orzechów, kolendry i pomidorów. Gęste, pikantne, mocno sycące i mięsne danie które mogłoby nawet robić za danie główne. Obie porcje jak na zupy dobre a w stosunku cena/jakość rewelacyjne, co pokazuje jak dużo można zrobić z porządną domową kuchnią.

ŻYCIE TO PIEROGI

Wareniki z kaszą i serem

Na główne dzielimy się Pielmieniami (22 pln) z mięsem wieprzowym i warenikami z farszem z sera białego i kaszy gryczanej (18 pln). Oba rodzaje pierogów świeżutko ugotowane, śliske i parujące. Ciasto jest na tyle grube żeby się nie rozpadać, a na tyle cienkie żeby rozpływać się w ustach i uwalniać smak farszu. Idealnie w punkt jakby rzec, bo ciasto nie dominuje smaku. Pierwszy raz za to jadłem wareniki – jakość na najwyższym poziomie ale nie do końca nasz smak z którego zapamiętałem głównie kaszę. Następnym razem skusiłbym się na inny farsz, lub na chinkali (23 pln) które widziałem przy stoliku obok i które wyglądały obłędnie!

Desery jak w domu

Żebyście sobie nie myśleli, pozycji w menu jest więcej, w tym Bliny (naleśniki pszenno-gryczane), gulasz Żarkoje lub Rostbef duszony. To wszystko jednak na następny raz, bo zdecydowanie będę polecać kuchnię Skamiejki i pewnie się tu jeszcze pokażemy. Na koniec zjedliśmy dwa ciasta (oba po 8 pln za porcję). Sernik i Szarlotka. „Domowe” w jak najdokładniejszym tego słowa znaczeniu. Nie potrzeba tu fine dining’owych uniesień, pierzynek infuzowanych ekstraktem z kolumbijskiej kokainy, ani skorupek mrożonego azotem topinamburu. Dwa porządne kawałki ciasta, może nie najlepsze jakie jedliśmy, ale smaczne i zrobione z miłością. Stanowiły miłe zakończenie posiłku.

Mogłoby się wydawać, że w polskiej, „po-PRLowskiej” kuchni, nic nas zza wschodniej granicy nie zaskoczy, a jednak! Zajrzyjcie koniecznie do Skamiejki po klimat, kompot i te pierogi!

A w komentarzach dajcie znać jak smakowało :)

Skamiejka, Ząbkowska 37, Warszawa

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej