Youmiko Vegan Sushi

przez Aneta

Youmiko Vegan Sushi

Czy wegańskie sushi ma w ogóle sens? Jeden powie tak, drugi powie nie. Dla mnie najważniejszą sprawą jest możliwość wyboru, dlatego osobiście lubię jak powstają takie miejsca. Pozwala to rozszerzyć horyzonty oraz poznać nowe smaki.

Trzeba się też zastanowić, dlaczego i dla kogo jest przygotowywane takie sushi. Mam na myśli, że ciężko o dobre ryby w Polsce – tłustego tuńczyka z dobrego cięcia, niepodtuczonego łososia, który pływał dalej niż w basenie parę tygodni przed połowem, czy soczyste mięso z kraba. Pod tym względem zawsze będziemy trochę z tyłu i takie składniki będą trudne do sprowadzenia. To nie znaczy że się nie da – po prostu będą to ograniczone ilości za które trzeba słono płacić.

 nigiri z groszkiem cukrowym

Pewnie sporo z Was będzie sceptycznie nastawiona. Wiemy, że w tradycyjnych suszarniach wegetariańskie sushi to najczęściej hosomaki z ogórkiem lub tykwą. Jednym słowem nuda. W Youmiko nie musicie się tego obawiać, zdecydowanie fantazja sushi masterów jest tutaj nieokiełznana.

Kolejnym plusem to spora zmienność oraz korzystanie z sezonowych produktów. Na menu składa się parę opcji: zestawy, sushi a la carte czy konkretne rodzaje „rolek” Jest też rodzaj omakase - jako zestaw degustacyjny tego co danego dnia jest dostępne. W każdym przypadku mamy podany tylko rodzaj sushi i ilość, natomiast smaki są nieznane. Za każdym razem może to być coś innego. Oczywiście, jeśli czegoś nie lubicie lub macie uczulenie trzeba o tym dać znać podczas zamawiania ;)

OMAKASE?

Youmiko odwiedziłam z koleżankami i było to nasze drugie podejście. Pierwszym razem niestety odeszłyśmy z kwitkiem z powodu braku miejsc. Zatem warto zrobić sobie wcześniej rezerwację. Ale do rzeczy. Mnie najbardziej kusił zestaw degustacyjny, i koniec końców wszystkie się na niego zdecydowałyśmy. W skład zestawu (69 zł, w poniedziałek promocja – 30%) wchodzi 18 rodzajów sushi. Mnie najbardziej ciekawiły gunkan, czyli łódeczka z ryżu owinięta nori i wypełniona dodatkami oraz enigmatyczny torcik ‘specjalność zakładu’.

temari z marynowanym pomidorem

To, co jest fajną sprawą przy omakase, to sposób podania. Po kolei, porcja po porcji, smak po smaku. Dzięki temu cała uczta się przedłuża, wszystko dostajemy bardzo świeże a rzeczy w tempurze są jeszcze ciepłe. Liczy się też tu obcowanie z kuchnią i sushi masterem, który może opowiedzieć coś o składnikach i pozycjach. To takie podwójne opowiadanie – słowem i jedzeniem ;) Tutaj niestety tego nie było, ograniczone zostało do tej części ‘kolacji degustacyjnej’ niemniej oczekiwanie i tempo zwiększa podniecenie pomiędzy kolejnymi porcjami. Na początek dostajemy temari z marynowanym pomidorkiem oraz nigiri z groszkiem cukrowym. Smaczne, letnie i delikatne z miło chrupiącym w ustach groszkiem. Bardzo fajna i przemyślana pozycja na start.

POWOLNA UCZTA

gunkan z pastą z edamame

Jednak dopiero kolejne pozycje okazują się tym, na co czekałam. Dwa po sobie podane gunkany to naprawdę uczta podniebień. Pierwszy z pastą/musem z edamame (strąki młodej soi) i granatem dla każdej z nas był numer jeden. Drugi, z przysmażanymi kurkami, nie pozostawał w tyle. Bardzo się cieszę, że taki sezonowy produkt został wykorzystany i nigdy nie spodziewałabym się wykorzystania go w sushi, a świetnie tu smakował.

gunkan z kurkami

I właśnie po dwóch takich sztosach na stole lądują hosomaki z ogórkiem i tykwą :D

Jak wspominałam we wstępie, nic zachwycającego a wręcz banalnego. Rozumiem jednak że są to sprawdzone smaki i kombinacje które mogą pełnić funkcję prostego zapychacza. Dobrze, że zaraz po tym nastąpiła specjalność zakładu. Może specjalnie tak to ustawili żeby mnie zmylić?

Ogórek i tykwa ;)

Torcik, który zamiast być owinięty w nori, był otoczony pieczonym bakłażanem a górę zdobiła kopuła z awokado. Kolejny mój faworyt, właśnie tak ciekawe kompozycje chciałabym jeść przy każdym kolejnym podaniu.

Torcik ;)

KAWAŁEK PO KAWAŁKU

Uromaki z tatarem z pomidora i pieczonym batatem

Dalej był uromaki, a w nich tatar z pomidora, pieczony batat, ogórek i pasta z tofu. Z racji, że obok pieczonego batata nie przechodzę obojętnie, to i ta propozycja bardzo przypadała mi do gustu. Przedostatnim już sushi były futomaki z warzywami w tempurze. Ogromnym plusem była dla mnie naprawdę świeża i chrupiąca tempura. A już na sam koniec, gdy myślałyśmy, że jest już po wszystkim otrzymałyśmy inari - omlet z tofu z owocami w środku. Podany na słodkie zakończenie deser nie do końca trafił w moje gusta. Nie było w nim nic złego, po prostu wolę zupełnie inne rodzaje deserów. Fajnie że coś takiego również wchodzi w cenę całej kolacji.

Futomaki

Inari

To omakase przygotowane przez Youmiko wywarło na mnie pozytywne wrażenie, mimo że nie wszystkie smaki były dla mnie odkryciem. Taka forma podawania sushi bardzo mi się podobała i będziemy eksplorować temat w kolejnych miejscach – już tych mniej wegańskich. Polecam jako alternatywę weganom, a również wszystkim, którzy by chcieli spróbować czegoś innego niż „tradycyjne zestawy sushi na wynos”.

Miejcie jednak na uwadze, że podczas waszej wizyty możecie odkryć inne smaki niż ja. To może niektórych odwieść od jedzenia w Youmiko. Znam sporo osób, które nie lubią w ciemno zamawiać obawiając się, co mogą dostać. Jestem jednak zdania, że warto niekiedy zaszaleć i próbować smaków których w innych okolicznościach nigdy by się nie zamówiło. I to jest również przeżycie, które i Wam polecam.

Dajcie znać w komentarzach na co najciekawszego trafiliście!

Youmiko Vegan Sushi,  Hoża 62, Warszawa

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej