Yache Korea

przez Ewa

Kuchnia koreańska coraz śmielej wkracza do Polski! Co prawda do skrajnie odważnych potraw jak żywe ośmiornice czy gaebul (tzw. penisy morskie) myślę, że nie jesteśmy jeszcze mentalnie przygotowani ale na tym etapie możemy znaleźć już kilka fajnych knajp serwujących bardziej dostępne dla naszych języków dania.

Jakiś czas temu pisaliśmy o dwóch siostrzanych knajpach Miss Kimchi (recenzja) oraz Korea Town Rest (recenzja).

Teraz testujemy kolejną koreańską restaurację - Yache Korea.

Chociaż lokal jest dosyć mały, to poprzez swój wystrój, ozdoby i sporo zieleni sprawia wrażenie przytulnego miejsca, które zachęca do zajrzenia do środka. Jest jeszcze coś co zachęca (przede wszystkim Kubę). Jest to ogromny słój kimchi! Już przed wejściem widać, że ekipa nie próżnuje w zakresie domowej roboty kiszonek.

Banchany

Banchany

Warto przypomnieć, że domeną tej kuchni i to co ja lubię najbardziej to dzielenie się jedzeniem przy wspólnym stole. Forma podawania dań i przystawek skłania by wspólnie celebrować posiłek. Nie mogło też zabraknąć tego w Yache korea. Do każdego zestawu otrzymujemy zestaw banchanów (można zamówić je również osobno – 15 zł). Są to przystawki podawane w małych miseczkach. Dzięki temu możemy spróbować trochę koreańskich smaków. My dostaliśmy, oprócz klasycznego kimchi - ciasto rybne, cebulę karmelizowaną, sałatkę z kiełków fasoli mung, sałatkę z ogórów, brokuły z sezamem, wodorosty wakame oraz rzodkiew marynowaną. Wśród nich najlepsze według mnie było jednak - kimchi! Chrupkie, kwaśne, mocno sfermentowane. I co dla mnie dość istotne (choć może nie autentyczne)  – odpowiednio pikantne. Lubię kiedy wyczuwalna jest papryczka gochugaru ale ostrość nie może dominować nad całym smakiem kapusty.

Pod dość szybkim spałaszowaniu banchanów (byliśmy bardzo głodni) zamówiliśmy trzy dania główne. Każde z nich różne, a jednocześnie każde smaczne.

Ja postawiłam na klasyczne Bulgogi czyli cienko krojone grillowane plastry rostbefu wołowego, marynowanego w gruszce, sosie sojowym i oleju sezamowym (35 zł). To chyba jedno z bardziej popularnych dań koreańskich. Oczywiście jakość wołowiny ma tu ogromne znaczenie. W tym przypadku mięso było słodkawe, idealnie miękkie i soczyste. Było chyba to najlepsza jakość mięsa jaką jadłam w bulgogi. Dodatkowo podawana jest miseczka ryżu.

Co mi nie podpasowało to chyba zbyt mała proporcja sosu do ryżu i mięsa. Ten mięsny wywar z dania gdzieś zniknął na dole miski, a ponieważ danie samo w sobie nie ma dedykowanego sosu to mój ryż był troszkę suchy :/  Co prawda mogłabym to połączyć z banchanami, ale co zrobić kiedy z łakomstwa zjedliśmy je wszystkie zanim wjechały dania główne? :D

Bulgogi

Bulgogi

Drugie danie nad którym się zastanawiałam, a koniec w końców zamówił je Kuba to Cheyuk Bokkeum czyli marynowany boczek wieprzowy w pikantnym sosie na bazie gochujang z cebulą, szczypiorem i sezamem (29 zł). W zestawie również ryż. Tu w przeciwieństwie do bulgogi mamy sporo sosu. Gęsty i pikantny idealnie komponował się z boczkiem. Również konsystencja samego mięsa była w punkt.

Cheyuk Bokkeum

Cheyuk Bokkeum

Aneta postawiła na nowość, której jeszcze nie było w menu ale Yache Korea właśnie wprowadzała do sprzedaży. Japchae  czyli makaron z manioku smażony z marynowaną wołowiną, siekanym omletem gyeran-jidan, szpinakiem, szczypiorem (ok. 30 zł). Muszę powiedzieć, że naprawdę udała im się ta nowość. Mięso tak jak w bulgogi totalnie mięciutkie. Dodatki odpowiednio wyważone i mimo, że makaron z manioku może według mnie „wysuszyć danie” to odpowiednia ilość sosu sprawiła, że wszystko miało odpowiednie proporcje, a całe danie było po prostu pyszne.

Japchae

Japchae

Yache Korea serwuje bardzo przyzwoitą kuchnię. Widać, że sprawia im to frajdę, tworzą nowości i podchodzą do tematu swojej restauracji poważnie. Chociaż moim numerem jeden w zakresie koreańskiej kuchni w Warszawie pozostaje cały czas Korea Town Rest, to Yache na pewno nie można odmówić ogromnego potencjału i smacznych potraw.

Yache Korea

Nowogrodzka 25, 00-511 Warszawa

Przeczytaj również

2 komentarze

Paulina 8 lutego 2019 - 19:16

Miss kimchi dla mnie średnio, bibimbap pyszny, ale reszta taka sobie. Najgorsze jest kimchi, które smakuje jakaś sztuczna cytryna… Yache wspaniałe, natomiast polecam odwiedzić Mei, to chyba mój numer 1 jeśli chodzi oczywiście o jedzenie, ale też atmosfere. Gotuję właściciel, Koreańczyk, więc nie mogło być źle :) teraz jest remont, ale po, koniecznie tam idźcie

Reply
Ewa 8 lutego 2019 - 23:59

Paulina, rzeczywiście chyba miss kimchi wypada najsłabiej z tej listy. A Mei też musimy koniecznie odwiedzić:) Dzięki za polecenie:) Ewa

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: