The Botanist – Recenzja!

przez Kuba

THE BOTANIST – CZY KUCHNIA WEGAŃSKA OSZUKUJE?

Stając naprzeciwko lokalu The Botanist, pierwsze co mi przyszło do głowy, to że byłby to całkiem ładny angielski pub. Drewniany front, przestronne okna, czarne drewniane stoliki i krzesła. W środku przydymiona atmosfera – ale bynajmniej nie od ilości cygar i papierosów wypalanych przez gości.

Lokalu, który jak cała kuchnia wegetariańska/wegańska pragnie trochę oszukać nasze zmysły i praktycznie od frontu mu się to udało. Pytanie, jak to wszystko smakuje i dla kogo to jest? Zanim do tego przejdziemy, jest jeszcze jedna kwestia wymagająca uwagi.

NAZEWNICTWO WGAŃSKIE – ODC. 84720542

W menu The Botanist znajdziecie pasztet, burgery, a nawet steki - wszystko oczywiście w pełni roślinne, a w zasadzie każdy mięsny smak jesteśmy już w stanie imitować kombinacją warzyw, przypraw czy procesów chemicznych. Przy okazji każdego takiego otwarcia gdzieś w internecie wybucha dyskusja nt. takiego nazewnictwa. "Czemu pasztet a nie pasta?", "to nie stek tylko sałatka!", "burger musi mieć mięso!". My też powtarzamy to przy okazji każdej recenzji, ale podchodzimy 'misyjnie' do tematu - będziemy nawracać i zmuszać do myślenia ;).

The Botanist - Recenzja!

Pasztet z shiitake

Dla wszystkich, którzy identyfikują się z powyższymi - musicie pamiętać, że mięso jest w naszej kulturze od bardzo dawna, a żeby kogoś przekonać do alternatyw, trzeba się odwołać do czegoś co zna. Żeby było porównanie i punkt odniesienia. Może się to wydawać chwytem marketingowym i rzeczywiście po części takie jest, ale wierzmy, że lokale próbują zrobić dobrą zmianę a nie po prostu zarobić parę ekstra plnów. Bo zazwyczaj chcą po prostu podawać dobre jedzenie.

Dla wszystkich nieustosunkowanych w dyskusji o nazewnictwie - zamawiajcie, próbujcie tego jedzenia, pytajcie dokładnie co jest co i jak jest zrobione. Kto wie, może traficie na prawdziwą bombę, w której się zakochacie! Uf. No to mając to już poza sobą, pogadajmy wreszcie o Botaniście.

KRÓTKIE I TREŚCIWE MENU

Menu The Botanist dzieli się na małe i duże talerzyki, ale nie jest to klasyczny podział na przystawki i długie dania, to po prostu mniejsze i większe porcje. Jednocześnie składniki na przestrzeni pozycji się powtarzają, dzięki czemu łatwiej utrzymać świeżość i jakość, co z miejsca nam się podoba i z większą pewnością zamawiamy.

The Botanist - Recenzja!

Jackfruit Taco

Z małych talerzyków próbujemy Jackfruit Tacos ( 22 pln) i pasztetu shiitake (19 pln). Oba talerzyki prezentują się ładnie - jackfruit ocieka sosem i w konsystencji jest podobny do szarpanego mięsa. Do tego marynowana kapustka i nie przesadzone sosy a całość to bardzo porządne danie. Za to pasztet z japońskich grzybków rozwalił nam kubki smakowe. Podawany z solidnym kawałkiem chlebka naan i kiszonymi ogórkami był obłędnie dobry! Mocno przyprawiony (liść laurowy? gałka muszkatołowa? pieprz?), zmielony na gładką pastę i bardzo konkretny w porcji. To danie typu "można się oszukać!", ale to co podziwiamy to połączenia kilku składników z różnych strona świata (grzyby-naan-ogórki) w formie, która naprawdę działa i do siebie pasuje.

Duże talerzyki to już większe konkrety, w tym burger z jackfruitem (35 pln), poke bowl (32 pln) i stek z kalafiora (31 pln). Zaczynając na szybko od 'steku', bo to był po prostu obsmażony kawał kalafiora, ale to dodatki sprawiały, że dawał popalić zmysłom. Wegański sos serowy nadal dla nas jest nieodgadniony w składnikach, a przepisów na taki jest kilka, więc musimy zwrócić się do lokalu po pomoc (nie chcieli powiedzieć ;) ). Do tego inne intensywne smaki w postaci mieszanki ostrych przypraw - harrisy i mocno czosnkowej sałatki tabbouleh. Sporo się na tym talerzu działo, Ewa miała nosa żeby tę wersję kalafiora zamówić, polecamy!

The Botanist - Recenzja!

Stek z kalafiora

ALE NIESTETY Z POTKNIĘCIAMI

Pozostałe dwa dania miały swoje mankamenty, o których musimy pogadać. Poke bowl kusił  arbuzem, marynowanym prawdopodobnie w sosie sojowym, oleju sezamowym  czy może oleju rybnym (nie mógł bo wegański!), bo miał intrygującą nutę rybną, a w menu nazwany był tuńczykiem z arbuza. Do tego w misce już raczej bowlowe standardy - fasolka edamame, mango, kiszonki i ryż posypany drugim twistem tego dania - furikake. Ogólnie mówiąc to taka przyprawa składająca się m.in ze sproszkowanych glonów czy suszonej ryby nadająca trochę głębszego smaku całości - fajnie, działa, podobało się.

The Botanist - Recenzja!

Poke Bowl

To wszystko według menu leżało na jaśminowym ryżu, który wyglądał na ryż brązowy i który wyraźnie przegotowany i przeleżały z kuchni trafił na nasz stolik. Mimo że ryż to tylko wypełniacz łapiący smaki toppingów, to ewidentna jego niedoróbka zabiła większość przyjemności z tego dnia. Pomysł na arbuza i posypkę jest świetny i przy prawidłowym wykonaniu dostałby od nas oszałamiające 10/10, mamy nadzieję, że to jednorazowy przypadek!

A burger? Hmm... Burger był OK. Chlebowiec w ostrym chipotle łamany dobrze zrobionymi kiszonkami i sosem sriracha-majo to wszystkie te znane i bezpieczne smaki jakie można dostać w wielu około azjatyckich lokalach. Jesteśmy trochę chlebowo-glutenowymi freakami (tu nasz spis piekarni w Wwa!), więc moje ocenianie wegańskich bułek to jak jeżdżenie ferrari w stołecznych korkach, bez sensu.

Burger na talerzu był ułożony bardziej widowiskowo niż praktycznie, bo z odsłoniętymi dodatkami przez przesuniętą górną bułkę - wszystko spoko, tylko po dwóch gryzach zjadłem całego (smacznego!) chlebowca i została mi bułka z sosem i dodatkami ;.) Myślę, że znów to kwestia trochę dopracowania i potestowania bo pozycja była z tych bliżej "na tak!" niż na nie.

DESEROWA REHABILITACJA!

Z całej kuchni wegetariańskiej i wegańskiej to desery pierwsze zaczęły być sexy. Zanim jako gatunek wpadliśmy na robienie smalcu z fasoli czy bejond burgerów to już trzepaliśmy aquafabę na bezy i piekliśmy brownie z batatów. To pewnie ta naturalna, ewolucyjnie wspomagana ciągota człowieka do słodkich smaków. Desery w The Botanist to zdecydowany wysoki punkt całego wyjścia.

The Botanist - Recenzja!

Nerkownik

Malinowy nerkownik (18 pln) ma bardzo kremową konsystencję o trochę słodkim, ale dość neutralnym smaku. Polany maliną smakuje bardzo dobrze i pochłaniamy go w moment, nawet nie płacząc nad kaloriami i cukrem, bo przecież to nerkowce, to musi być zdrowe ;). Równie dobrze smakuje i znika porównywalnie szybko z talerza brownie z batatów (15 pln). Intensywnie kakaowe, bardzo wilgotne i dopełnione lodami.

The Botanist - Recenzja!

Brownie z lodami

Domykając tę recenzję klamrą z początkiem, to The Botanist ma jednak w sobie coś z baru. Fajna karta drinków zawierająca m.in twist na Daiquiri z zieloną herbatą, czy miód pitny w koktajlach, który nie jest takim popularnym w PL alkoholem a bardzo szkoda!

The Botanist - Recenzja!

Drink

Mimo tych kilku recenzyjnych przytyków, polecamy wam lokal The Botanist.

To kolejne miejsce, które chce stawiać na zdrowe i świeże składniki, mimo że może się wydawać, że miejscami jeszcze szuka, eksperymentuje i próbuje. Kto próbuje ten nie ma, nawet jeśli raz na jakiś czas nie wyjdzie. Próbujmy więc i my!

The Botanist - Ordynacka 13, Warszawa

Jeśli podobał Ci się ten wpis, będzie super jeśli podasz go dalej! Dziękujemy!

 

 

1 Komentarz

Paulina 5 października 2020 - 14:39

To musiał być pech, bo jadłam Poke bowl i ryż był wyśmienity :) Jadłam tam kilka razy, bo pracuję blisko, i muszę przyznać, że kucharz umie łączyć smaki. Dania są niebanalne i póki co zawsze mi bardzo smakowały. Warto to miejsce obserwować.

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: