Recenzja Prosciutteria Powiśle

przez Kuba

Na łamach bloga już nie raz zachwycaliśmy się kuchnią włoską. Bo Włosi to naród w kuchni zakochany jak żaden inny. Swoją bogatą tradycję owijają w historię jak kucharz porchettę, o taka ładna metafora mi dziś wyszła :) Jest jedna forma jedzenia którą doprowadzili do całkowitej perfekcji, wyprzedzając pod tym względem inne europejskie nacje – mowa o Prosciutteria.

MIĘSNY PO WŁOSKU

Pierwsze lokale, zwane Salumeria (salumiera tłum. masarnia/wędliniarnia) zaczęły pojawiać się już w średniowieczu, a najsławniejsze sklepy pochodzą m.in. z Bolonii lub Mediolanu (nasz przewodnik po pierwszym z tych miast znajdziesz pod linkiem tutaj). Samo słowo ‘salumi’ oznaczało produkty pochodzenia wieprzowego, bo takie mięso było kiedyś najtańsze. Obecnie  dla uproszczenia opisuje się tak również mięso wołowe – m.in. taką znaną szynkę jak bresaola.

Recenzja Prosciutteria Powiśle

Grana Padano DOP i oliwki z pestką (uwaga na zęby!)

Salumeria służyła bardziej jako producent i sklep dla lokalnej wędliny, mimo to węszący interes właściciele zaczęli częściowo przekształcać je w lokale i tak funkcjonują do tej pory. W międzyczasie zakładano również inny typ lokali i barów – Prosciutteria. Te drugie już nie produkowały, za to zbierały w jednym miejscu wielu producentów wędlin (nie tylko salumi), serów, warzyw i przetworów i sprzedawały je zarówno na wagę jak i do jedzenia na miejscu.

WARSZAWSKA PROSCUTTERIA

Tego typu lokale cieszą się niezmiennie ogromną popularnością zarówno wśród turystów i ‘lokalsów’. Gdy do świeżych lokalnych produktów dodamy wino na kieliszki, nieśpieszną i luźną atmosferę, rodzinny klimat. Wszystko to znaleźliśmy będąc na obiedzie przy ul. Solec – Prosciutteria Powiśle i w postaci Marcina, właściciela, który opowiedział nam co dostaliśmy na stół.

Menu jest niewielkie, zaledwie kartka a5, ale jest tu wszystko co najpotrzebniejsze. Trzy rodzaje desek – mała (2os.), średnia (4os.), duża (6os.) w cenach 65/120/195 pln. Do tego napoje zimne i ciepłe, obowiązkowo kawa, desery i oddzielna karta win z których jak wspomniałem, każde dostępne do wypróbowania na kieliszki. Zamawiamy średnią deskę i obserwujemy jak wędrują szynki od lodówki do krajalnicy i na nasz stół.

Recenzja Prosciutteria Powiśle

Na głównym planie mediolańskie salami

WSZYSTKO JEST TU DOPIĘTE NA OSTATNI GUZIK

A każdy szczegół i produkt przemyślany. Marcin zaczyna opowiadać o świeżych oliwkach przewożonych w beczkach i zalewie, które po otwarciu wytrzymują maksymalnie dwa dni i nie ma mowy o żadnym mrożeniu. Same deski są robione z drzew oliwnych i raczeni jesteśmy historią o człowieku który te deski znalazł, obrobił i jak zostały dostarczone na warszawskie Powiśle. Między kolejnymi kawałkami dowiadujemy się też o suszonych na słońcu Kalabrii pomidorach... i tu ciekawostka, bo żeby wydobyć cały smak pomidorów należy zalewać je neutralnym w smaku olejem słonecznikowym a nie oliwą jak często czytamy w przepisach. To właśnie oliwa i dodatki lub zioła ukrywają słabej jakości pomidory.

Na naszej desce nic nie pojawia się przypadkiem, dwa rodzaje prosciutto – cotto i crudo, dwa rodzaje salami – neapolitańskie i z Mediolanu, guanciale, pancetta a za ladą czekała jeszcze nduja i dochodząca w solance słonina Lardo di marmo oklejona gruboziarnistą solą. Wszystko co najlepsze we Włoszech zebrane z każdego regionu i skondensowane na jednej desce. I to nie koniec! Dostaliśmy jeszcze wspomniane oliwki, pomidory, kapary,  friarielli czyli rodzaj neapolitańskiego brokułu. Do tego kanapeczki z pastą ze ścieranego karczocha i drugie z marynowaną czerwoną cykorią. Do tego 20-miesięczny grana padano i dwa inne sery (Asiago DOP i w winie Raboso). Małą, ale przepyszną wisienką na tym daniu była mostarda - konfitura z dyni z szafranem i esencją z gorczycy.

Recenzja Prosciutteria Powiśle

Słonina (Lardo di marmo) w solance i soli gruboziarnistej

Stół uginał się od pyszności. Jednak najważniejsze z tego wszystkiego jest podejście i obsługa. Między jednym a drugim kęsem mieliśmy okazję porozmawiać i posłuchać historii każdej szynki, sera, regionu, ludzi którzy stoją za tymi produktami. Historii które przenoszą w czasie i przestrzeni i kawałek po kawałku przenoszą Cię na słoneczne ulice Włoch.

Tutaj nie przychodzisz po prostu zamówić i zjeść. Jedzenie zmusza do posiedzenia, wino zmusza do zwolnienia myśli a obsługa zachęca do rozmowy o jedzeniu i o życiu. W końcu jedno bez drugiego nie chodzi. Zazdroszczę Włochom tych długich leniwych wieczorów na szklanką wina i z widelcem w dłoni. Tym bardziej cieszę się że takie miejsce powstało w Warszawie.

RODZINNY INTERES

Dolci też są dużą czcionką wymienione w karcie, zarówno Panna Cotta która jest robiona w domu przez mamę Marcina (8 pln), Tiramisu przez jego żonę (12pln) a małe przekąskowe słodycze kupowane są w włoskiej cukierni w centrum – La Bomboniera. Dużych deserów nie spróbowaliśmy bo akurat się skończyły, więc jak domyślacie się do Prosciutteria Powiśle wrócimy z pewnością. Małe dolci były tak dobre, że po wyjściu z obiadu pojechaliśmy do centrum dokupić jeszcze cannoli i cassata siciliana (ciasto pieczone na kruchym spodzie z serem ricotta i czekoladą).

Recenzja Prosciutteria Powiśle

Mini Dolci i kawa ;)

Mnóstwo wiedzy, serca i przeświadczenie że jedzenie musi nie tylko karmić ale również łączyć pomiędzy pokoleniami i kulturami – takiego miejsca jeszcze tu w Warszawie nie było i dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo go brakowało.

Zakładając knajpę, można mieć pomysł na lokal i jedzenie i po prostu zacząć je podawać. Są pasjonaci – podróżnicy, którzy w tym celu objeżdżają pół świata żeby sprowadzić do nas egzotyczne kuchnie lub przerabiać i łączyć je na różne oryginalne sposoby. Prosciutteria Powiśle robi jeszcze jeden krok, cegła po cegle i szynka po szynce przywożąc nam nie tylko kuchnię, ale cały kraj do swojego lokalu.

Recenzja Prosciutteria Powiśle

Kuba i Marcin

Prosciutteria Powiśle,

Solec 85, Warszawa

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej