Recenzja Naam Thai

przez Ewa

Jak wpaść w uzależnienie? Wpadnijcie do Naam Thai na Saskiej Kępie i spróbujcie ich autorskiej zupy z pieczonej kaczki. Uwierzcie mi, raz zakosztujecie i nie będziecie mogli przestać o tym myśleć.

Jak co miesiąc, większą grupą robimy sobie wypad do knajpy. Wśród znajomych mamy wielu zwolenników tajskiej kuchni. Mi w to graj, ja również zaliczam się do jej miłośników. Pełna optymizmu, jak w każdy ostatni piątek miesiąca ruszam do knajpy…

Trzeba przyznać, że stolik na taką grupę trzeba rezerwować odpowiednio wcześnie. Właściwe, to nie skłamię twierdząc, że nawet na dwie osoby trzeba pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji. Lokal jest dość mocno oblegany.  Wcale mnie to nie dziwi, ale o tym za chwilę…

Wnętrze knajpy jest dość minimalistyczne i nowoczesne. Szczerze mówiąc niewiele ma wspólnego z azjatyckim stylem. Nie zmienia to faktu, że jest sporo zieleni, dodatków i sprawia naprawdę fajne ogólne wrażenie.

Kiedy już się rozsiedliśmy, wszyscy już przyszli,

PRZECHODZIMY DO ZAMAWIANIA...

W pierwszej kolejności wybieram przystawki. Wspólnie z Kubą bierzemy talerz przystawek Rak Naam Thai (53 zł). Głównie dlatego, że można spróbować prawie każdej pozycji z menu przystawek. Taka opcja zawsze jest dobrym wyjściem. Zarówno dla naszej kieszeni jak i zaspokojenia chęci, żeby spróbować jak najwięcej, ale jeszcze mieć miejsce w żołądku na danie główne 😊

W zestawie dostaliśmy do spróbowania chrupiące tajskie naleśniki Po Pia Phak, pierożki gotowane na parze z warzywami Kanom Jeeb Phak, Naleśniki Yaki-Nori z krewetkami i wieprzowiną Kung Paan Sarai Tood. Dodatkowo były jeszcze smażone pierożki, których nie ma jako osobnej pozycji przystawek w menu. Z tego zestawu wszystkie kąski były smaczne, aczkolwiek moimi ulubieńcami zostały pierożki warzywne, gotowane na parze (z delikatnym, dobrze sklejonym i nie za grubym ciastem) oraz naleśniki yaki-nori, które przypominały taką wariacje sushi na ciepło z mięsem w środku zamiast ryżu.

Talerz przystawek

Talerz przystawek

PORA NA MOJĄ ULUBIONĄ CZĘŚĆ TEGO POSTA

Opowiem Wam daniu głównym czyli o zupie z kaczki Guai Tiaw Pet (duża 29zł, mała 21 zł).

Kiedy kelnerka przynosi moje danie, to już sam wygląd zupy przykuł moją uwagę, od razu wiedziałam, że trafiłam w dziesiątkę ze swoim zamówieniem. Ciemny bulion, kawałki kaczki, kiełki, kolendra i makaron ryżowy. Za chwilę dociera do mnie ten aromat i w kąciku ust pojawia się ślina. Potem następują nerwowe chwilę bo zupę jeszcze trzeba uwiecznić na zdjęciu. Przecież musimy Wam potem przekazać jak dobre to było. Aneta zabiera się za robienie zdjęć, a ja nerwowo przebieram nogami. Z reguły cechuję się większą cierpliwością, ale tym razem ledwo mogłam wytrzymać 😊

Kiedy w końcu spróbowałam pierwszą łyżkę, okazało się, że cały wygląd i moje wyobrażenie o tej zupie jest dokładnie takie jak chciałam. Bulion jest esencjonalny i słodki. Idealnie komponuje się z kawałkami pieczonej kaczki. Aż, brakuje mi przymiotników żeby to opisać. Po prostu niebo w gębie. Musicie iść i przekonać się sami. To jedyne właściwe wyjście.

Zupa z kaczki

Po tę zupę z kaczki Ewa wracała nie raz (Naam Thai)

Myślę, w każdej knajpie są dania przewodnie i są dania słabsze. Tak było i w Naam Thai. Od Anety udało mi się podebrać odrobinę zielonego curry z kurczakiem Geang Kiew Wan (33 zł). Odrobinę, ponieważ już pierwsza łyżka sprawiła, że stwierdziłam, że to kompletnie nie mój smak. Nie, żebym była przeciwnikiem curry. Nic z tych rzeczy. Po prostu ta wersja do mnie zupełnie nie przemówiła, a wręcz rozczarowała. Mimo dwóch papryczek nie było w ogóle czuć ostrości. Danie było mdłe, bez wyrazu, nie przebijał się smak przypraw. Dominującym smakiem było mleczko kokosowe. Szkoda. Konsystencja była ok. Też nie można zarzucić jej za mało dodatków w postaci mięsa i warzyw ale na pewno co potrzeba to podkręcić smak sosu.

Zielone Curry

Zielone Curry

PO OSTATNIEJ WIZYCIE W NAAM THAI JESTEM UZALEŻNIONA OD ICH ZUPY

Zupa była tak dobra, że nie wytrzymałam i pojechałam po na nią kilka dni później. Tym razem odwiedziłam lokal na Burakowskiej. Po pierwsze było bliżej ale też miałam chęć sprawdzić czy w obu lokalach będzie tak samo dobra. Mogę Wam potwierdzić – w obu jest równie pyszna!

Korzystając jeszcze z okazji, skusiłam się na pierożki na parze. Tym razem wybrałam opcje z mięsem i krewetkami Kanom Jeeb Moo & Gung (23zł) Podczas zamawiania zapytałam kelnerki ile jest pierożków w porcji. Okazało się, że tylko cztery. Pomyślałam, że dość mało, wyobrażając sobie standardowo zamawiane dim sumy. Jednak kiedy dostałam danie, pierożki okazały się duże i naprawdę treściwe. Po brzegi wypchane wieprzowiną i krewetkami. Tak więc śmiało można zamawiać, porcja adekwatna do ceny.

pierożki na parze

pierożki na parze

Muszę przyznać, że kuchnia tajska w wersji Naam thai mnie przekonała. Porcje są dość spore, ceny nie nazbyt wygórowane i mają ciekawą, zachęcającą kartę. Uważam, że na odbiór dania składają się zarówno pomysł jak i jakość. Z marnych składników, nawet z dobrym przepisem niewiele da się zdziałać. Tak samo na odwrót, mając najlepsze składniki, danie może być nijakie albo można je zwyczajnie zepsuć.

Do Naam Thai na pewno wrócę, i myślę, że to nie jeden raz. Z chęcią spróbuję też sałatek, ale to raczej w porze letniej. Teraz pozostanę przy rozgrzewającej zupie 😉

Restauracja Naam Thai, Saska 16, Warszawa.

Jeśli spodobał Wam się wpis, jeśli byliście i smakowało... Udostępnijcie tekst, dzielmy się dobrym jedzeniem!

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej