Gdzie zjeść w Krakowie? Marzec 2019

przez Ewa

Kraków - Gdzie zjeść?

Za mną weekendowy wypad do Krakowa. Chociaż to miasto odwiedzałam już wiele razy w swoim życiu to dopiero teraz, tak naprawdę, skupiłam się na jego gastronomicznej stronie. W dwa dni nie da się poznać całkowicie miasta ale mam dla Was kilka propozycji, które udało mi się sprawdzić i z czystym sumieniem mogę je polecić.

Rano jeszcze pusto

Rano jeszcze pusto

Przede wszystkim śniadanie!

RANNY PTASZEK

Bo dzień jakoś zacząć trzeba. A najlepiej zacząć go od porządnego i smacznego śniadania. Tu bezapelacyjnie wygrywa Ranny Ptaszek.

Co trzeba mieć na uwadze to fakt, że jest to bardzo mały lokal. Dosłownie dwa stoliki i kilka miejsc przy barze i parapecie. W godzinach porannych, a zwłaszcza w weekend będzie trzeba prawdopodobnie chwilę poczekać na stolik. Jedni powiedzą, że to minus ale ja odpowiem – warto! A zwłaszcza warta czekania jest szakszuka. W menu są trzy wersje – klasyczna, z dodatkiem kiełbaski oraz z dodatkiem sera. Ja zdecydowałam się na Szakszukę z dodatkiem sera feta (24 zł). Dostałam gorącą patelnie z jajkiem sadzonym, sosem pomidorowo-paprykowym oraz serem. Dodatkowo do zestawu podawany jest świeża, ciepła pita, domowe pikle i humus. Porcja nie do przejedzenia! :) Sycąca i aromatyczna szakszuka to jest coś co da nam energię aż do obiadu.

Szakszuka

Szakszuka

Udało mi się jeszcze spróbować ich kanapki Sabih. Jako baza pita, a w środku jajko na twardo, pieczony bakłażan, sałatka izraelska, sos tahinowy i amba (19 zł). Nie jest to zwykła, mała kanapka tylko kawał pity wypchany po brzegi składnikami. Mimo wielkości, to delikatność pieczywa i świeże dodatki nadawały całości lekkości.

Śniadanie

Śniadanie

Chociaż ja do południa przyjmuję tylko niezliczone dawki kofeiny, to zachęcam Was również do spróbowania herbat. Ranny Ptaszek ma naprawdę ciekawe mieszanki.

A co na obiad?

KARAKTER

Zdecydowanie mój numer jeden tego wyjazdu! Od samego początku, danie za daniem to coraz większe pozytywne zaskoczenie. Zaczynając od dwóch przepysznych przystawek. Pierwsza z nich to Pstrąg marynowany z awokado na miękkiej maślanej bułce w towarzystwie sosu z marakui, kolendry, chili i tymianku ( 25 zł). Zarówno ryba jak i pieczywo wręcz rozpływało się w ustach, a egzotyczny sos i listki rukoli dodawały całej potrawie lekkości.

 Pstrąg marynowany

Pstrąg marynowany

Druga przystawka to był mój osobisty „challenge”. Zjem czy nie zjem? :) Zamówiłam Pasztet z byczych jąder z kremowym sosem z orzechów laskowych (21 zł). Całość podawana z przypalaną bagietką. Powiem Wam, że nie ma się czego obawiać. Pasztet był bardzo dobry, delikatny w smaku, a dodatki fajnie przełamywały całość. Dodatkowo podane były winogrona z rozmarynem, których lekka kwasowość dopełniała słodki smak mięsa i sosu.

Pasztet z byczych jąder

Pasztet z byczych jąder

Danie główne również zasługują na pochwały. Przede wszystkim  Luzowane żebro wołowe pieczone 8 godzin, podawane z puree ziemniaczanym i sosem z Guinessem  (45 zł). Choć danie brzmi ciężko i rzeczywiście jest dość ciężkie to zarówno każdy z osobna składnik, jak i całe danie jest po prostu warte objedzenia ;) I znów fajny, choć mały element kwaskowy w potrawie – to dodane kawałki piklowanej cebuli. Choć już widzę w oczach wyobraźni Anety grymas na twarzy kiedy to czyta, to uwierzcie mi, że taka drobnostka, a naprawdę daje potrawie odpowiedni balans smaku.

Żebro

Żebro

To jeszcze nie koniec tej rozpusty...

Kolejne danie główne mogłoby się wydawać niczym nadzwyczajnym bo w końcu prawie każda knajpa podaje łososia. To prawda. Ale nie każda podaje go tak dobrze przyrządzonego jak Karakter. I w tym przypadku mamy do czynienia z pewną zabawą jeżeli chodzi o dobór składników. Łosoś z maślanym puree i gotowanym czosnkiem w mleku (45 zł) dodatkowo miał nutę orientalną w postaci sałatki z grzybów shitake i rzodkwi japońskiej, ale też elementy, powiedzmy, bardziej europejskie jak dodatek trufli i orzechów laskowych.  Spotkanie gdzieś po środku tych dwóch smaków dało niesamowicie smaczne połączenie.

Łosoś

Łosoś

Przyznam, że po przystawkach i głównym ledwo już oddychałam ale…

Ale wiedząc, że karmią tu tak dobrze nie mogłam odpuścić jeszcze deseru. W menu było kilka pozycji, wszystkie nieszablonowe. Ja postawiłam na Lody z prażonego słonecznika z dodatkiem kremu pomarańczowego z chili i kolendrą (16 zł). Zadziwiająco smaczne połączenie składników, które w efekcie daje świetny deser. Nie był nazbyt słodki. Właściwie lody w ogóle nie były słodkie (co w pierwszym momencie trochę dziwi) ale w połączeniu z kremem nabierały charakteru.

RAMEN PEOPLE

O tym miejscu głośno jest nawet w stolicy. Nie pozostawało nic innego jak sprawdzić to osobiście. I przyznam, że rzeczywiście rameny pierwsza klasa. Ze względu na krótki pobyt udało mi się spróbować jedynie dwóch wersji bulionów ale mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja przetestować resztę pozycji z menu. Pierwszy z nich to Paitan z kurczakiem i lekkim mlecznym wywarem drobiowym ( 32 zł). Bardzo delikatny w smaku i łagodny. Drugi to Tonkotsu yokohama style z chashu i olejem z palonego czosnku ( 30 zł). To zdecydowanie bardziej mój smak. Wyrazisty, głęboki, ciężki, z rozpływającym się w ustach boczkiem.

Rameny

Rameny

Jestem pewna, że każdy może znaleźć tam bulion i dodatki, które najbardziej mu pasują. Niezależnie od wersji makaron jest całkiem przyzwoity, a miski fajnie i treściwie skomponowane.

Na koniec coś słodkiego..

Desery

Desery

Warto wybrać się na krakowski Stary kleparz nie tylko na spacer ale i do niewielkiej cukierenki serwującej małe, smaczne i pięknie wyglądające desery. Wyszukane Desery Braci Szewczenko to cukiernia prowadzona przez Romana i Sergiusza Szewczenko, którzy własnoręcznie przygotowują ekskluzywnie wyglądające słodkości i torty. W cukierni możemy spróbować ich „mini” wersji. Wielkością i koncepcją przypominają oferowane przez warszawskie Deseo. Udało mi się spróbować trzech wersji. Pierwsza z nich to tropikalna wersja z białym twarogowym nadzieniem (ok. 13 zł) . Drugie ciastko, z dominującym smakiem wody różanej i o pięknym różowym kolorze ( ok 13 zl) i trzecie, najbardziej klasyczne to creme brulee ( ok.13 zł). To ostatnie zaskoczyło mnie najbardziej. Czemu? Ponieważ jego wykonanie i smak były lepsze niż w niejednej francuskiej restauracji.

creme brulee

creme brulee

 

To tylko kilka z zapewne wielu smacznych i ciekawych miejsc w Krakowie. To daje mi do myślenie i zachęca do ponownej wizyty (może i niejednej).  Jeżeli macie swoje ulubione miejscówki w Krakowie to koniecznie dawajcie znać w komentarzach.

PS: Kraków w Maju odwiedziła też Aneta - jej miejscówki pod linkiem

Ranny Ptaszek, Augustiańska 5, 31-064 Kraków

Karakter, Brzozowa 17, 31-050 Kraków

Ramen People, Czysta 8, 31-121 Kraków

Wyszukane Desery Braci Szewczenko, rynek Kleparski 14, 31-150 Kraków

Przeczytaj również

5 komentarzy

Ains 26 marca 2019 - 15:19

na obiad warto wybrać się koło rynku do piwnicy pod złotą pipą. naprawdę ciekawe menu i świeże produkty. :)

Reply
Ewa 26 marca 2019 - 15:29

Dzięki za polecenie :) myślę, że następnym razem jak najbardziej do sprawdzenia. EWA :)

Reply
pszenna 29 kwietnia 2019 - 14:11

słyszałam o tej restauracji. w majówkę będę w Krk więc chyba się tam wybiorę, plus oczywiście sprawdzę kilka tu polecanych miejsc :)

Reply
Kuba 29 kwietnia 2019 - 14:14

Powodzenia! Daj znać jak poszło :)

Reply
kejsza 27 sierpnia 2019 - 21:03

nam najbardziej przypadła do gustu Sakana. pyszne jedzenie, zarówno na ciepło jak i na zimno. do tego bardzo fajnie podglądać pracę sushi masterów na wysepce i pogadać z nimi

Reply

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej