Jak to jest być influencerem, dobrze?

przez Kuba

Jak to jest być influencerem, dobrze?

Czy już zdążyliście przeczytać o tym jak Cały Gaweł , lokal z Sopotu, zrobił sobie fejm na social media dzięki udostępnieniu konwersacji z Instagrama? To pytanie ma trzy odpowiedzi:

  • Tak – czytaj dalej.
  • Nie – sprawdź TEN ARTYKUŁ.
  • „Wy też o tym piszecie?” Tak piszemy, dlaczego? Od tego będzie jeszcze następny akapit.

Przede wszystkim, temat jest istotny (a nie tylko modny) i są ludzie do których to jeszcze nie dotarło. Warto więc uświadamiać, informować i dzielić się przemyśleniami. Po drugie, te przemyślenia piszemy właśnie dlatego, bo nie potrafimy siedzieć po cichu i tylko patrzeć – palce same świerzbią.

JAK TO JEST BYĆ INFLUENCEREM, DOBRZE?

Rzeczywiście nie jest tak, że dobrze czy niedobrze, cytując klasyka. Z jednej strony jest mnóstwo ludzi (również nam bliskich) którzy otwarcie komentują „tylko chodzicie i jecie”; „po co Wam to?”; „nie szkoda czasu/pieniędzy?”… i dopiszcie dowolne następne, na pewno już to było grane.

Z drugiej strony są dobre aspekty. Poznaje się niesamowicie ciekawych ludzi. I twórców internetowych, i pracujących w gastronomii, a nawet czytelników którzy dzielą się swoimi opiniami i przemyśleniami. Gdybyśmy mieli powiedzieć co cenimy w tej pracy (o tym za moment) najbardziej, to naprawdę ludzi – z obu stron, bo to właśnie ludzie dają nam motywację do robienia lepszych wpisów, rzetelniejszych wywiadów, wybierania ciekawszych tematów.

Żródło: http://goorsky.pl/

RZUCIŁBYM KAMIENIEM, ALE RZUCA TEN, KTO RZUCAĆ MA CZYM

W całej tej dyskusji internetowej rozmawia się o rzekomych influencerkach – darmozjadach, o żebrach za stories, darmowych produktach za wzmianki w social mediach. Współprace, bartery? Najstarsza forma handlu polegała na wymienianiu towarów i usług, nie zamierzam tutaj uczyć ekonomii, raczej zastanowić się co w takiej formie zapłaty i usługi jest złe?

Zresztą nasze wpisy z Etyek na Węgrzech, Douro i Porto w Portugalii również są po części „sponsorowane”. Dlaczego? No bo znaleźliśmy miejsca które bardzo chcieliśmy odwiedzić, opisać i Wam pokazać, ale na które niekoniecznie zawsze mamy fundusze. Dlatego piszemy oferty. Znajdujemy osoby w firmach odpowiedzialne za marketing, wysyłamy maile, często w formie prezentacji. Piszemy co robimy, co potrzebujemy, co możemy dać w zamian. Nie uważam tego za coś złego bądź nieuczciwego.

Posty takie są wyraźnie oznaczane, to my wybieramy miejsca które polecamy i które byśmy i tak obejrzeli i zrelacjonowali. Ale dzięki takim ofertom jesteśmy w stanie zaoszczędzić na wyjeździe żeby pokazać Wam jeszcze więcej ciekawych i wartych odwiedzenia miejsc.

Czy jesteśmy darmozjadami? A czy darmozjad poświęci przed wyjazdem godziny na przygotowaniach, rozpisze pomysły i przepisze je (często wielokrotnie) aby wyglądały jak fajna oferta? Potem spędzi godziny na wybieraniu i obróbce zdjęć, napisaniu i zredagowaniu tekstu, o technicznych aspektach utrzymania serwera i publikowaniu nie będę wspominać. Czy to zalicza się do pracy? Zastanówcie się sami.

BĄDŹ UPRZEJMY MIEĆ WĄTPLIWOŚĆ

Cały spór aktywizuje na zmianę influencerów broniących swoje dobre imię lub ludzi związanych z gastronomią pokazujących postępującą patologię na platformach social media – tą z ikonką aparatu na przedzie.

Żródło: Profil FB restauracji Aioli

W całej tej przepychance warto jednak zastanowić się kto jest tutaj czyim wrogiem. Czy knajpa zrobiła źle udostępniając i szydząc z wysyłanych im ofert? Całkiem możliwe że to nie wszystkie oferty jakie dostają, a jedynie najgorsze, najmniej przemyślane i najśmieszniejsze – wszystko żeby zrobić sobie trochę ruchu kosztem innych. Trochę jak kompilacje najgorszych wystąpień na Idolu. A jednak programy te dały nam twórców jak Monika Brodka, Ania Dąbrowska czy Dawid Podsiadło.

A może oficjalna narracja jest prawdziwa? Czy to ludzie są tak chciwi że zakładają profile, zdobywają szybko (czasem uczciwie a często nie) gremium obserwatorów i próbują użyć ich jako karty przetargowej w negocjacjach. Ich główny błąd to nie są słabo wysłane oferty. Jasne one same w sobie są często bezczelne i po prostu głupie, ale prezentują pewien sposób myślenia. To myślenie które zapomina o odbiorcy.

Nie idziemy do lokalu tylko po to żeby zjeść i się najeść. Lub w wypadku jednej z ofert do Gawła – upić ;) Idziemy po to żeby pokazać fajne miejsce, stworzyć materiał który ktoś uzna za ciekawy, zachęcić do pewnego sposobu spędzania wolnego czasu, a wręcz pewnego stylu życia. Niektórzy minęli przystanek nazwany „zrozumienie odpowiedzialności” i pojechali bezpośrednio do pętli „barter”.

A może wreszcie to platformy są złe? Bo liczą się tylko zasięgi, kliki, lajki. A gdzieś w tym wszystkim zapomina się o treści. Wszystkie aplikacje są stworzone tak, żebyśmy zostali w nich jak najdłużej. Nikogo nie obchodzi co i dlaczego oglądasz, ważne żeby zostać i scrollować te parę sekund dłużej.

A jeszcze inaczej, może to wina wszystkich nas - konsumentów treści. Jest tej treści za dużo i przestajemy ją sprawdzać, przestajemy chcieć ją rozumieć, scroll, lajk, scroll, scroll, udostępnij. I za dużo ludzi chce to wykorzystać.

MÓWIĘ: PATRZ TROCHĘ SZERZEJ

Najważniejsze zostanie przy czytelnikach. To Wy wybieracie kogo czytacie, dlaczego i kto będzie miał wpływ na Wasze opinie a ostatecznie zakupy – na tym polega ten „influłensing” ;) Jedyne do czego namawiamy to do czytania ze zrozumieniem, porównywaniu opinii z różnych źródeł. Zaufanie to cecha którą trzeba sobie wyrobić. Z naszego punktu widzenia to jest coś co bardzo długo się buduje ale niesamowicie szybko można stracić.

Dlatego cała ta sytuacja, w naszej opinii, wyjdzie na plus. Zwróci uwagę na problem, odsieje trochę naciągaczy (z obu stron dyskusji). Wielu z Was zacznie sprawdzać kogo tak naprawdę obserwuje i co ta osoba wnosi swoją twórczością. Dokładnie o to chodzi!

TO WSZYSTKO PRZYJDZIE MI ZOBACZYĆ

Miejmy nadzieję że Ci wszyscy ludzie którzy pragną zostać influencerami zastanowią się co i dla kogo robią. Że twórcy będą robić coraz lepszą, wartościową treść, a firmy poprzez twórców budować pozytywne zaangażowanie z marką.

Wreszcie, że czytelnicy będą zastanawiać się co czytają i kontestować „prawdy objawione”.

„To wszystko przyjdzie mi zobaczyć, a że jeszcze nie dziś, to jeszcze nic nie znaczy.”

 

PS: W tekście wykorzystałem fragmenty tekstów Łony i Webbera „To nic nie znaczy”; „Patrz Szerzej” i „Miej wątpliwość” których gorąco polecam do przesłuchania, nawet jeśli do kolacji wieczorem nie słuchasz hip-hopu ;)

A inni autorzy którzy mieli wpływ na ten tekst, a których warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie:

https://pyzamadeinpoland.pl/2019/07/dej-mje-aperola-czyli-10-przykazan-wspolpracy-restaurator-bloger/

https://krytykakulinarna.com/restauracja-kontra-instagramerki/

https://zuch.media/firmy-zebraly-u-influencerow-zanim-influencerzy-zebrali-u-firm/

https://fashionelka.pl/cala-prawda-o-influencerach/

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej