Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

przez Kuba

GDZIE ZJEŚĆ W KATOWICACH? PORADNIK JEDNODNIOWY

Ten tekst powinien się nazywać „Jeden dzień w konurbacji górnośląskiej” żeby oddać w pełni jego treść. Mamy nadzieję, że nie narazimy się żadnym zapalonym geografom tym skrótem myślowym. Ale musicie przyznać, że brzmi to trochę lepiej - a przede wszystkim krócej i bez trudnych słów - jako tytuł tekstu ;)

Niezależnie od tego czy będziecie tu przejazdem, macie niedaleko, czy tak jak my przyjechaliście tu specjalnie na jedzenie, jest jedno co możemy od razu ustalić. W Katowicach jest gdzie dobrze zjeść. W końcu nie jechalibyśmy bez powodu. Oprócz tego, same Katowice robią bardzo przyjemne pierwsze wrażenie, a chyba pierwszy raz byłem w tym mieście tak po prostu żeby wyjść i się przejść.

Może jest tu trochę niepasującej do siebie zabudowy, jakby kilkulatek z klocków lego stawiał budynki, zmieniając koncepcję co projekt. Za to podoba mi się wygląd i kształt samego spodka. Pomimo stereotypów o górnikach i węglu jest tu sporo zieleni i wolnej przestrzeni – czego czasem może brakować w wypchanej Warszawie.

ZACZYNAMY OD KAWKI

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Bezcukru

Na miejsce zajeżdżamy po dwunastej. Te trochę ponad trzysta kilometrów nadal daje trochę w kość, więc trzeba zacząć od porządnej kawy. Z polecenia naszego dzisiejszego przewodnika Marcina (blog Pojedzone stacjonujący w Katowicach – link) dostajemy adres na Korfantego 6, kawiarnia #bezcukru.

Duży wybór kaw, w tym wszystkie standardy takie jak drip czy chemex. W ofercie zabrakło nam espresso tonic (było gorąco tego dnia!), jest za to m.in. kawa bulletproof z masłem albo ciepły coldbrew, który zrobił niemałą furorę na naszym stoliku. W menu również wypieki w porcjach jak najbardziej sporych a sezonowo spróbowaliśmy „ketodzianki”, czyli jagodzianki dla ludzi na diecie keto. Zdecydowanie zostajemy przy cukrze i glutenie, a samo ciastko było w porządku, choć traktujemy bardziej jako ciekawostkę.

VERA NAPOLI – PO PIZZĘ TU PRZYJECHALIŚMY

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Pizza i pasta

Przy ulicy Warszawskiej 23 znajduje się lokal, który był de facto celem całego naszego wyjazdu – Vera Napoli. Jeszcze do początków 2020 roku zazdrościliśmy Katowicom tego lokalu. Pizza neapolitańska jeszcze w zeszłym roku w Warszawie ciągnęła bardzo słabo. Mieliśmy Ciao a Tutti, mieliśmy Mąkę i Wodę, ale oba te lokale, nadal zresztą istniejące, były kilka kroków do tyłu jeśli chodzi o pizzę napoletanę.

Jak było? Po naszej wizycie nie możemy dać powiedzieć złego słowa o lokalu przy Warszawskiej. Super placki, tak jak lubimy. Świetnej jakości składniki, genialny wygląd i super smak. Naszym odnośnikiem zawsze będą poniekąd pozycje zjedzone w Neapolu (tu wpis), chociaż czasy się zmieniają a z nimi techniki i pomysły pizzaiolo.

Doskonale rozumiemy dlaczego Piotrek z Pyza made in Poland jeździł tu tylko na pizzę i dlaczego tak łatwo dał się namówić na kolejny wyjazd z nami i Tymoteuszem Dziedzicem (tu podcast z Tymkiem - link). Zazdrościmy też pizzy Rosso, którą Piotrek zamówił, ze świeżą burratą i pomidorkami truskawkowymi, ale to tylko oznacza, że nie ostatni raz jesteśmy w Katowicach ;).

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

To wspomniana pizza - Rossa

Zresztą nie tylko pizzę tu zjedliśmy, carbonara (bez śmietany!!) zrobiona w punkt, a użycie mniej klasycznego rodzaju makaronu jako twist świetnie daje sobie radę. Nie wiemy jak to jest, że niby ta sama mąka i woda, a kształt inny i już odczucia z jedzenia też zupełnie różne.

Dwa słowa o deserach i ogólnie o lokalu. Tiramisu delikatne i piankowe, nie za słodkie, dobrze zbalansowane i spokojnie ląduje w kategorii "jedne z lepszych jakie jedliśmy", chociaż nadal nasz faworyt pochodzi z Warszawy. Mini beza KAPITALNA! z konfiturą z pomarańczy zapewniała ten miks lekkości i świeżości jakiej można oczekiwać od deseru.

Lokal wewnątrz (jak i na patio) robi wrażenie tak samo dobrze przemyślanego jak jedzenie. Jest ładnie, ekskluzywnie wręcz, ale bez zbędnego dystansu pomiędzy obsługą a klientem. A piwnica do której nas zabrano na "przeszpiegi" z oryginalnym sklepieniem i ławami zbijanymi ze skrzyń po winie to kolejny efekt 'wow', po którym znów zbieramy szczęki z podłogi.

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Beza z tiramisu w tle!

Vera Napoli może spokojnie konkurować z warszawskimi plackami, ale nie jesteśmy pewni, czy po samą pizzę już tak bardzo opłaca się po Polsce jeździć. Dużo się zmieniło przez ostatnie pół roku. Pewnie dla kogoś po prostu szukającego dobrej napoletany już nie. My za to nadal będziemy szukali ludzi tak pozytywnie zakręconych na punkcje jedzenia jak ekipa Very. Nie żałujemy żadnego kilometra w aucie.

GDZIE JESZCZE ZJEŚĆ W KATOWICACH I OKOLICY?

Po obfitym posiłku poszliśmy jeszcze w jedno miejsce, wypełnić pozostałe luki w żołądkach. Kawałek od Very, przy ulicy Staromiejskiej, znajduje się lokal LaLa Seul. Znajdziecie tam kilka pozycji prostego koreańskiego streetfood’u i bingsu. Na te pierwsze nie mieliśmy sił, ale te drugie wydawały się nie tylko ciekawe, ale także idealne na nasze potrzeby schłodzenia się.

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Bingsu z truskawką!

Bingsu to koreańskie lody, starte z zamrożonej wody, mleka lub soku owocowego. Polane mlekiem skondensowanym, podawane z dodatkiem owoców. Spory kopiec puszystych i bardzo delikatnych lodów. Taka orzeźwiająca chmurka w kilku smakach ;). Spróbowaliśmy wersji z truskawkami i mango, które nie różniły się od siebie techniką, tylko samymi owocami. Wersja pomarańczowa była najbardziej intensywna, bo zamiast wody do zamrożenia użyto soku z pomarańczy. Ciekawa też była wersja lodowa szarlotki z musem jabłkowym i bitą śmietaną.

Moim zdaniem, zamawiając bingsu, szukajcie kombinacji słodko-kwaśny, żeby wyciągnąć z tego deseru jak najwięcej. Wersja z mango była trochę mdła, za to truskawka czy pomarańcza wyszły ekstra. Gorąco polecamy zajrzeć do LaLa!

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Bingsu "szarlotka"

NA DOKŁADKĘ TYCHY

Runda spaceru po centrum i byliśmy gotowi na przejażdżkę do Tychów. Tutaj, przy Darwina 25 znajduje się Madara Ramen Shop. Koncept otwarty tylko w weekendy, bo w tygodniu piecze się tu chleb i podaje śniadania. Dwa pomysły na gastronomię bardzo od siebie odległe, a jednak wchodząc do lokalu i siadając przy dużym drewnianym stole wszystko wydaje się być na swoim miejscu.

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Miso Ramen

Oprócz pysznego Spicy Miso z boczkiem chashu, menmą (fermentowane pędy bambusa), chili i pak choi to właśnie wygląd i styl lokalu w drewnie, betonie i metalu będę mieć przed oczami jak pomyślę o Madarze. Widzieliśmy, acz tym razem nie próbowaliśmy, Shoyu Ramen – prezentował się perfekcyjnie i był głośno przy stole chwalony. Do plusów obu należy nienaganne ułożenie dodatków i piękny wygląd samego dania.

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Shoyu w Madarze

Już na sam koniec odwiedzamy kawiarnię Lip-Smacking Cafe. Kolejny bardzo fajny i stylowy lokal położony zaraz za winklem na tyłach Madary. Tarta z crème anglaise i owocami i zimna cold brew pozwala się zrelaksować i ułożyć wszystkie wrażenia z kubków smakowych w głowie.

To był bardzo fajny dzień w super towarzystwie Tymka (link do IG) i Piotrka z Pyza Made in Poland (link), oraz naszego gospodarza Marcina (Pojedzone). Do następnego!

Gdzie zjeść w Katowicach? Jednodniowy poradnik!

Lip Smacking Cafe

 

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej

%d bloggers like this: