Trudna miłość – Dziurka od Klucza – recenzja

przez Kuba

TRUDNA MIŁOŚĆ Z DZIURKĄ OD KLUCZA

Pierwszy lokal Dziurki od Klucza, ten przy ul. Radnej, od lat polecaliśmy na świetny makaron. Był mały, kameralny, ciężko o miejsce, dzięki czemu każde wyjście rezerwowane tygodnie przed miało swoją wyjątkową magię. Również dzięki wystrojowi, hałasowi na kuchni tuż za przepierzeniem, a przede wszystkim – dzięki jedzeniu.

„Dziurkowe makarony” zaskakiwały jakością domowego wykonania, składnikami, które budowały nietuzinkowe smaki. Do tej pory pesto bazyliowe z miodem, czy królik, biała czekolada i gorgonzola budzą w głowie przyjemne wspomnienia i pobudzają ślinianki. Z zainteresowaniem i rosnącą ekscytacją oczekiwaliśmy otwarcia nowego lokalu. Tym razem zupełnie po drugiej stronie miasta, na Służewiu w odrestaurowanym Forcie 8. Nie tylko my na to czekaliśmy, bo zainteresowanie było przeogromne. Mnóstwo komentarzy i pytań na profilach knajpy, kuluarowe rozmowy i plotki, dużo plotek.

TŁUMY, TŁUMY, TŁUMY

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Pizza z chorizo i porem

Kiedy wreszcie otworzyli, bez wyolbrzymiania powiem, że to jedno z największych (najważniejszych?) otwarć tego roku. Od samego początku lokal porezerwowany w całości, ciężko o stolik dzwoniąc na 1-2 tygodnie przed, co dopiero przychodząc na miejsce i odbijając się od recepcji. Do tego nowa karta – JEST PIZZA, JEST PIEC, SĄ DRUGIE DANIA. Nowa Dziurka od Klucza to nie tylko powiększanie biznesu o nowy lokal. To poszerzenie podejścia, prawdziwa wersja 2.0.

Wpadamy mniej więcej dwa tygodnie po otwarciu, na 12.00, bez rezerwacji, licząc na zwykły fart. Udało się! Mamy stolik na jakąś godzinę, akurat żeby spróbować i zrobić sobie pierwsze wrażenie. Zamawiamy przystawki na ciepło -  gnudi (23 pln) i krewetki z chorizo (30 pln). Ta druga pozycja jest powtórką z pierwszego lokalu, słodycz miodu z ostrością i tłustym chorizo to duet naprawdę świetny. O ile jakościowo nie mamy nic złego do powiedzenia, o tyle w tym podejściu zabrakło trochę pikanterii. Całość była za słodka, a w wydawce gdzieś zgubiło się pieczywo.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Gnudi

Gnudi wyglądało na flagową przystawkę. Tu stop i małe przypomnienie: gnudi, to znaczy „nagi” a samo danie to kluski zrobione z sera ricotta, semoliny, parmezanu. Nazywane również „nagimi ravioli”, bo podobno powstały z pragmatyzmu wykorzystania resztek farszu po makaronie. Mięciutkie, cudownie rozpływające się na ustach wraz z palonym masłem i szałwią. To taka wersja premium polskich leniwych, jeśli potrzebujecie do czegoś porównać :) Genialne jedliśmy we Włoszech, a w Polsce świetne robi Cucina Povera (link) pod Warszawą.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Podejście nr 1 - przystawki

Pierwsze impresje Gnudi z Dziurki na Instastories to rozlewające się żółtka po czarnej ziemi oliwkowej. Foodporn w pełnym tego słowa znaczeniu. Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Żółtko się nie rozlewało, „ziemia” była twarda, trudna do zjedzenia, mocno zwęglona i zupełnie bez smaku ani oliwki, ani oliwy truflowej.

PIZZA I MAKARON, PO RAZ PIERWSZY

Na drugie zamówiliśmy pizzę i makaron. To fajnie, że pasty w menu są podzielone na „klasyki włoskie” i „klasyki dziurkowe”. To bardzo fajne odcięcie, bo dla nas zawsze Dziurka przodowała w makaronie, ale był to makaron autorski. Makaron nad którym niejeden ortodoksyjny Włoch zakręciłby nosem. A my, ciągle głową na Płw. Apenińskim po naszych Listopadowych wojażach, na przekór zamawiamy klasyczną włoską carbonarę (34 pln) i pizzę z ndują, serem kozim, salsiccią piccante, porem i crème fraiche (34 pln).

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Carbonara

Zacznijmy od carbonary. To bardzo popularny, a jednocześnie wymagający od kucharza makaron. Obejrzyjcie na youtubie, jak robi się prawilną carbonarę opartą na sosie z żółtka, parmezanu i wody z gotowanego makaronu. Nigdy nie byłem pasjonatem sztuki jak malarstwo czy rzeźba, ale praca w kuchni nad daniami takimi jak carbonara… mmm trafia to prosto w moje głodne glutenu i węglowodanów serce.

Makarony dziurkowe charakteryzują się sporą ilością mocnych w smaku sosów, i taka właśnie była ta carbonara. Nie przypominała prostego włoskiego klasyka, za to zalana tłustym serowym sosem na talerzy wyglądała po prostu słabo. Na tym kropka, na tłumaczenie będzie jeszcze pora

Za to pizza… Dodatki były dobre, chociaż Aneta nie lubi pora i spróbowała zaledwie kawałek. Za to ciasto!! Co to było za ciasto! No idealne, pulchne, mokre, a na środku placka cienkie jak opłatek. Już nawet wybaczymy te duże brzegi (tzw. styl canotto), które przychodzą z modą na instagramowe pizze.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Pizza!

Było bardzo dobrze, na „najlepsze miejsce na neapolitańską pizzę w Warszawie” dobrze. Ta amplituda smaku została z nami już do końca, bo na deser zjedliśmy sernik z białą czekoladą i marakują (20 pln), oraz bezę z kremem pistacjowym i truskawkami. Uczciwe porcje, słodycz łamana kwasotą, no pychota te desery.

Do brzegu Kuba, do brzegu – pierwsza wizyta okazała się mocno nierówna i z potknięciami, co jak na hype i ustawioną poprzeczkę było to o wiele, wiele za mało. Na czym jednak polega miłość, jak nie na zaufaniu i dawaniu sobie drugich szans. Wychodząc, zrobiliśmy sobie rezerwację na kolejne podejście.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Beza i sernik

PODEJŚCIE NUMER DWA – NA START MARGHERITA

No to przychodzimy drugi raz już w pełnym, trzyosobowym, składzie. Tym razem za pięć dwunasta i trafiamy ten krótki moment tuż przed burzą. Lokal jeszcze pusty, a wypełni się w 15-20 minut. Krzątająca się obsługa, która doskonale wie, że zaraz zacznie się kolejny intensywny dzień.

Na przystawkę zamawiamy sobie tym razem na zimno „głowonóżki” (38 pln) – sałatkę z fioletowych ziemniaków i plaster galarety z kawałkami ośmiornicy. Na początku wyobrażaliśmy sobie twist na takich tradycyjnych wigilijnych nóżkach i chociaż wyglądało inaczej, to w smaku naprawdę fajne! Drogo, patrząc że to dopiero przystawka, ale dla miłośników ośmiornicy jak najbardziej. Szkoda, że znów do przystawki nie dostaliśmy rozpisanej grzanki czosnkowej… my naprawdę lubimy dobre pieczywo, bardzo prosimy nam je dodawać ;)

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Podejście numer dwa - główonóżki

Zauważyliśmy, że gnudi z pierwszej wizyty już wyleciało z menu, a jak wytłumaczyła nam kelnerka, to przez brak powtarzalności i mieszany odbiór. Całkowicie rozumiemy i zgodziliśmy się, patrząc na naszą próbę. To dobrze, że knajpa tak szybko i zdecydowanie działa kiedy coś szwankuje – trzymam kciuki, że uda się z powrotem do karty wprowadzić tę kluchę ;)

Na drugą przystawkę zamawiamy pizzę margheritę (25 pln). Tym razem profesjonalna ocena grubości ciasta, przekroju, wałków, sosu i sera. Pizza jest GENIALNA. Pyszna, cieniutka na środku, z pysznym sosem pomidorowym, szczodrze pokryta mozzarellą. No już naprawdę przymkniemy oko na te wałki, bo to tylko nasz (mój i Anety) fetysz żeby była bardziej płaska. Lubimy Neapol, ale po pizzę naprawdę nie trzeba się wybierać tak daleko.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

PIzza Margherita

SECONDI – DRUGI TALERZ

Kolejna nowość w Dziurce 2.0 to drugie dania. Utarło się u nas brać włoski makaron jako danie główne, ale we Włoszech głód doskwiera tak wielki, że pasty to dopiero pierwsze dania. Potem żołądek zapełniany jest jakimś konkretem – zazwyczaj mięsem. Dlatego ja decyduję się na policzki wołowe (45 pln) w sosie własnym z dodatkiem wina, podane na polencie i z karmelizowanymi młodymi marchewkami. Mięso nieprzyzwoicie miękkie i rozpływające się w ustach. Polenta do tego to świetny pomysł, bardzo dobrze zbierała cały ten sos z mięsa. Danie może nie zapadające w pamięć, bo nie ma tu nic odkrywczego, ale solidna i bardzo smaczna porcja.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Policzki wołowe

Dziewczyny zamawiają dziurkowe makarony. Campanelle z orzeszkami pinii i sosem z masła i szałwii (31 pln) oraz Casarecce z pesto sycylijskim (33 pln) z suszonych pomidorów, z migdałami i daktylami. I tutaj bez potknięć i całkowicie zgodnie z planem. Domowy makaron, świetne kombinacje smaków – ta druga pozycja świetnie mieszała smak pomidorów ze słodkim i karmelowym smakiem suszonych daktyli. Z kolei masło szałwiowe i makaron grubo posypany parmezanem to umami przechodzące od stóp do głów z każdym kęsem.

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Makaron z pesto sycylijskim

Za drugim razem nie decydowaliśmy się na desery, ale jesteśmy przekonani, że są dobre. Jeśli jedliście smakowały Wam na Radnej, tutaj odnajdziecie znajome, cieszące oczy i język smaki.

MAKARONY TAK, ALE TYLKO DZIURKOWE

Trudna miłość - Dziurka od Klucza - recenzja

Makaron numer dwa

Dziurka od klucza nadal robi świetne makarony. Ale robi makarony po swojemu. Czy to my, dojrzalsi o parę lat jedzenia włoskiej kuchni, czy po prostu taka interpretacja, nie ma to znaczenia. Pasty tutaj są wybitne na swój własny, nie-włoski sposób. Musicie o tym pamiętać decydując się zarezerwować stolik.

Jest różnica, pomiędzy powielaniem sprawdzonego biznesu, a rozwojem. Dziurka od klucza zdecydowała się na to drugie, a za to bardzo dużo plusów ode mnie. Przy próbowaniu czegoś nowego będą zdarzały się potknięcia, to naturalne.

Już teraz jestem gotów polecić Dziurkę, bo mają u mnie duży kredyt zaufania nabyty przez te lata. Na dodatek jestem pewien, że z czasem będzie coraz lepiej. A Wy za telefony, rezerwować stoliki i jeść!

 

Jeśli podobał Ci się wpis, będzie ekstra, jeśli go podasz dalej. Dziękujemy!

Przeczytaj również

Skomentuj!

Strona korzysta z ciasteczek (cookies), żeby przyśpieszyć jej działanie i poprawić jakość dla czytelnika. Akceptuj Czytaj więcej