Rollercoaster w kuchni – Recenzja The Cool Cat TR

  • Pisaliśmy już i o regionalnych kuchniach i o autorskich pomysłach na klasyczne dania. Zachwycaiśmy się świetnymi pizzami robionymi w Polsce, dzięki którym przenosisz się do Włoch. Jedliśmy kurczaki dzięki którym Płk. Sanders przewraca się w grobie z zazdrości. Bałkańskie, polskie, meksykańskie, azjatytckie...
ALE TAKIEJ WYKRĘCONEJ KUCHNI JESZCZE NIE JEDLIŚMY!

The Cool Cat TR, bohater dzisiejszej opowieści, to nowy-nie-nowy lokal przy ul. Marszałkowskiej numerów 8. Nowy, bo powstał niedawno, nie-nowy bo to drugi lokal po oryginalnym „The Cool Cat” na warszawskim Powiślu. Oryginał znany głównie z całodniowych śniadań i świetnych ramenów. Wersja z „TR” na końcu różni się pomysłami w menu, ale cały czas jest to klimat azjatyckiego fusion.

Na przystawkę poprosiliśmy o dwa pełne zestawy Banchanów

I na pewno nie jest to co sobie właśnie myślicie. To nie jest jakaś mieszanka spolszczonej azjatyckiej kuchni, żadna imigrancka kuchnia Chińczyków mieszkających w nowojorskim Chinatown. Patrząc na menu wyobrażam sobie kogoś na mocno zakrapianym melanżu, o drugiej w nocy, mówiącego na głos: „Zakładam knajpę!” A następnie w sposób na pierwszy rzut oka losowy, wykrzykując nazwy swoich ulubionych produktów. Na pierwszy rzut oka tylko, bo połączenia jakie tu dostaniecie są kosmicznie dobre. Doskonałe składniki i perfekcyjne przygotowanie. Do tego cała wystawka i podanie wskazujące luz i duży dystans, jednocześnie wyglądając ładnie i restauracyjnie.

Bao z boczkiem. Mmmmmmmmm....

CO TAK WŁAŚCIWIE ZJEDLIŚMY ŻE SIĘ PODNIECAM?

Na start Banchany – to zwyczajowa nazwa na dodatki, które w Korei są podawane z ryżem. Tutaj w formie przystawek do dzielenia się, gdzie możesz zamówić część lub całość za naprawdę rozsądne pieniądze. Ze względu na to że byliśmy grupą zdecydowaliśmy się na cały zestaw (9szt za 35pln). Pojedyncze porcje nie są duże, ale wystarczają żeby z jednego zestawu dwie lub trzy osoby posmakowały wszystkiego i zdążyły się pokłócić co im najbardziej smakuje :)

My nie mieliśmy takiego problemu. Po pełną listę zajrzyjcie na menu ich strony na FB (link TUTAJ!). Nam bardzo smakowały dwa rodzaje Kimchi (klasyczne i kalarepa krojona w kostkę), ogórek sunomono (czyli maczany w dressingu z m.in sosu sojowego, oleju sezamowego czy glonów), sałatka z glonów wakame. Całość jest bardzo różnorodna, bardzo azjatycka i bardzo smaczna! Jedna rzecz która odstawała od standardu „bardzo” to Daikon w Panko. Swoją drogą to dobra nazwa na zespół punkowy lub SKA – oddaje prawa do pomysłu, korzystajcie. Dla tych co nie rozumieją tłumaczę: smażona na głębokim tłuszczu "rzodkiew Japońska w bułce tartej”. Z tym że ta bułka to taka grubo tarta i mocno wysuszona, ot tyle.

ROLLERCOASTER i BAO

Zamówiliśmy też Bao z boczkiem (18 pln) jako dodatkową przystawkę :) Bułeczka robiona na parze, delikatna, nienachalna. Sama nie ma smaku więc wdzięcznie przyjmuje ten ciemny sos hoisin. Gęsty, słodki, idealnie pasujący do pieczonego i wcale nie tak słonego boczku.

Korean Fries z wołowiną w sosie bulgogi

Z głównego menu, przezornie nazwanego obiado/kolacją, zamawiamy m.in. K-fries, czyli frytki z wołowiną w sosie bulgogi. Do tego kimchi, dymka, kwaśna śmietana i jalapeno. (32 pln). Całość w pierwszej chwili z wyglądu przypominała meksykańskie nachosy przysypane mięsem i polane sosami. Co ma ziarno prawdy, a smakowało bardzo dobrze. Na uwagę również zasługują kluski ryżowe (uwaga językołamacz!) Tteokbokki z pecorino romano, ziołowym pesto, nori i nerkowcami (27 pln). Skojarzenia z koreańską wersją gnocchi wskazane :) Mocno ziołowe i ciężkie kluski. Zupełnie jednak inne niż te klasycznie włoskie, inna konsystencja i kształt. Bardzo ciekawe w smaku dzięki tłustemu pesto i pecorino. Porcja z wyglądu mała aczkolwiek mocno sycąca.

KUBKI SMAKOWE SZALEJĄ

Na drugą część stołu trafiła polędwica z surowego tuńczyka (37pln). Zanurzony w marynacie Leche de Tigre. Ta druga złożona zazwyczaj z soku z limonki, marakuji, imbiru, czosnku i paru innych przypraw sprawia że z całości sałatki robi się ceviche. Leche de Tigre (lub inaczej mleko tygrysa) pochodzi z Ameryki Łacińskiej, a tuńczyk kojarzy się z japońskim sushi. Chyba już widzicie to zwariowane fusion? Do ryby w sałatce znajdziecie jeszcze fasolkę edamame, przypominającą groszek cukrowy lub bób, ryż i zielone zioła. Całość pachnie bardzo świeżo, mocno i zielnie. W środku jest bardzo dużo tuńczyka który nasiąka wszystkimi sosami i smakuje po prostu wybornie!

Tuńczyk i nie-bób :)

Ostatni akapit zostawiłem sobie i czemuś co w menu nazwane jest KFC Plater (35 pln). Potrzebuję dużo miejsca osobno, bo ten półmisek ze smażonymi kurczakami jest OLBRZYMI! Dziesięć sztuk skrzydełek z możliwością ostrzejszego i łagodniejszego wariantu (te łagodniejsze w sosie sojowym, ale spokojnie, ostra wersja to nie będzie wielkie wyzwanie dla miłośników papryczek w daniach). Ostra glazura którą zamówiłem składała się z papryki gochujang. Na boku ryż z smażonym czosnkiem (ale to ma mocny i cudowny zapach!) i tarty daikon (pamiętacie że to rzodkiew? :) ). Mięso jest mięciutkie, odchodzące od kości. Świetna krucha panierka we wspomnianej paprykowej paście. Poezja! Myślę że moje ulubione kurczaki w Kurze (wpis TUTAJ!) uciekają poziomem dzięki różnorodności sosów i dipów, no ale tutaj mówimy o zupełnie innej kuchni.

Korean Fried Chicken na OSTRO I DUŻO!

NO WŁAŚNIE, CO TO ZA KUCHNIA?

Zanim odpowiem na to pytanie to jeszcze deser. Tak samo jak w pierwszym The Cool Cat, w menu jest kolejna petarda. Jest to smażony pączek Bao z lodami. W TR podają go w dwóch wersjach. Lody z matchą i karmelem, oraz lody z czarnym prażonym sezamem. Dla mnie karmel w gorącym pączku to jest absolutne mistrzostwo świata i jeśli macie wybrać tylko jedną rzecz którą tu zjeść to właśnie Bao z lodami (18pln).

Gorące Bao i zimne lody!

Gorąco polecam kuchnię z obu Cool kotów. Wychodziliśmy objedzeni, szczęśliwi a nasze kubki smakowe wciąż wariowały nie mogąc pojąć co się stało, zupełnie jak wysiadając z kolejki górskiej. Azjatyckie – fusion to za mało by opisać co tu mają.

Amerykanie chwalą się swoim Hot-Dogiem, my za to mamy nie jednego, a dwa Cool Cat’y. Suchy jak chipsy krewetkowe dowcip blogującego ....

Jeśli „smakował” Wam ten wpis, będzie super jak podacie go dalej! Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *